
– Zdrowie – powiedział Clip.
Łyknął whisky. Calvin Johnson nie podniósł szklanki do ust. Myron, posłuszny zaleceniu na puszce, potrząsnął yoo – hoo.
– O ile się nie mylę, jesteś prawnikiem.
– Tak, członkiem palestry, ale prawem zajmuję się rzadko.
– I agentem sportowym.
– Tak.
Nie ufam agentom – rzekł Clip.
– Ja również.
– Większość z nich to krwiopijcy, pijawki.
– Nasza branża woli słowo poprawniejsze politycznie: pasożyty.
Clip Arnstein wychylił się z fotela i wbił spojrzenie w Myrona.
– Skąd mam wiedzieć, czy mogę ci ufać? – spytał.
– Widzi pan tę twarz? – Myron wskazał na siebie. Pała uczciwością.
Clip nie uśmiechnął się. Wychylił się jeszcze mocniej.
– To, co teraz powiem, musi pozostać między nami.
– Zgoda.
– Dajesz słowo, że nie wyjdzie to poza tę lożę?
– Tak.
Clip zawahał się, zerknął na Calvina Johnsona, poprawił się w fotelu.
– Znasz oczywiście Grega Downinga – powiedział. Oczywiście, że znał. Razem dorastali. Odkąd jako szóstoklasiści zaczęli występować w rozgrywkach szkolnej ligi w mieście odległym niecałe dwadzieścia mil stąd, z miejsca stali się rywalami. Gdy zaczęli naukę w liceum, rodzina Grega przeniosła się do sąsiedniej miejscowości Essex Fells, bo jego ojciec nie życzył sobie, żeby syn dzielił się koszykarską sławą z Myronem. Od tej chwili ich rywalizacja nabrała rumieńców. W szkole średniej zmierzyli się w ośmiu meczach, obaj wygrali po cztery. Potem, jako najbardziej utalentowanych młodych koszykarzy stanu New Jersey, przyjęto ich na uczelnie, których silne drużyny koszykówki od dawna z sobą rywalizowały – Myrona na Uniwersytet Duke’a, Grega na Uniwersytet Stanowy; Karoliny Północnej.
