– Miłość – rzekł Móri, kiwając głową. – W końcu wszyscy tutaj przychodzą?

– Wszyscy. Tylko niektórym zabiera to nieco więcej czasu.

– Na przykład czarnoksiężnikom? Tym, którzy zbyt zuchwałe chcieli zaglądać na drugą stronę, tak, słyszałem o tym.

– Masz rację, ale czarnoksiężnicy nie są jedynymi. Pamiętasz, jak kiedyś znalazłeś się wraz ze mną w innym wymiarze i ja musiałam cię opuścić? Pamiętasz, że ścigały cię wtedy jakieś istoty, które dostrzegałeś zza zasłony mgły?

– Jak bym miał o tym zapomnieć? Ale czy i tym razem mnie opuścisz?

– Muszę. Już wkrótce.

Och, nie zostawiaj mnie tutaj, pomyślał przestraszony, głośno zaś powiedział:

– Czy wiesz, co to były za istoty?

– Są do głębi przesycone złem, robią wszystko, by znowu znaleźć się w świecie żywych, ponownie wejść do kręgu.

– A czarnoksiężnicy nie są przeniknięci złem?

– Nie, skąd. Tylko zbyt ciekawscy. Niektórzy z was byli źli, to prawda, ale niewielu.

– Wspomniałaś o jakimś Kręgu. Co miałaś na myśli? Gwałtowny poryw wiatru o mało nie powalił ich na ziemię. Móri odgarnął kosmyk włosów z czoła.

Duch opiekuńczy odpowiedział:

– Spróbuję ci to wytłumaczyć. Musisz teraz zapomnieć o swoich towarzyszach, to, co powiem, ich nie dotyczy, oni są zbyt niepospolici. Wiesz jednak, że każdy człowiek ma swego pomocnika, ducha opiekuńczego lub duchowego przewodnika, jeśli wolisz.

– I właśnie ty jesteś takim moim duchem?

– Owszem, tak jest – westchnęła.

Móri zawstydził się. Z pewnością nie był najwdzięczniejszym podopiecznym.

– Ale gdzie wy na ogół przebywacie? To znaczy, skąd przychodzicie?

– Niegdyś my również byliśmy ludźmi. Każde z nas żyło już wielokrotnie. W różnych wcieleniach. Jesteśmy duchami, których wędrówka dobiegła końca. I właśnie ostatnim zadaniem jest, byśmy towarzyszyli nowo narodzonemu człowiekowi przez życie, byśmy go chronili, pocieszali, dawali mu poczucie bezpieczeństwa, zanim przeniesiemy się do wyższych wymiarów.



12 из 180