
– Do wyższych wymiarów? Czy do Wielkiego Światła?
– I tak, i nie. Za każdym razem, kiedy umieramy i czekamy na kolejne wcielenie, to znaczy na to, by narodzić się ponownie, zacząć nowe życie ziemskie, przebywamy w świetle.
– Mówisz, że po każdym życiu?
– Tak. Ale w drodze do Wielkiego Światła jest wiele różnych wymiarów.
– Ja znałem to światło – powiedział Móri w zamyśleniu, a tymczasem coś wielkiego, choć niewidzialnego przeleciało koło jego głowy niczym ogromne ptaszysko, które chce mu się przyjrzeć. – Nie może być nic wspanialszego niż to złociste, ciepłe, silne, a zarazem łagodne światło. Więc ty zakończyłaś już swoją wędrówkę w kręgu i teraz udasz się dalej? Szczęśliwy duchu, jakże ja ci zazdroszczę!
Opiekunka stała bez ruchu.
– Ale następstwa posiadania ducha opiekuńczego są dwojakiego rodzaju. Dla człowieka oznacza to konieczność, że tak powiem, przyzwoitego zachowania się, bo w ten sposób człowiek pomaga swemu duchowi opiekuńczemu wspinać się wyżej.
Wiatr wciąż zawodził. Za każdym razem, gdy przybierał na sile, śpiew chóru także rozbrzmiewał głośniej.
Móri przez chwilę milczał, a potem zapytał:
– Czy ja tobie pomogłem?
– Nie – odparł duch spokojnie.
Móriemu zrobiło się przykro.
– W ostatnich latach też nie?
– Owszem, muszę przyznać, że stałeś się porządnym człowiekiem, ale w młodości podejmowałeś naprawdę szalone przedsięwzięcia, a poza tym zbyt często posługiwałeś się siłami, które nie powinny podlegać człowiekowi.
– Mimo wszystko bardzo bym chciał, byś odzyskała wolność. Czy mogę coś zrobić?
Uśmiechnęła się ze smutkiem.
– Akurat teraz? Nie sądzę, żeby to było możliwe.
– Ale ja nie mogę jeszcze umrzeć! Moi bliscy mnie potrzebują. Moje dzieci. Ponadto nie złamaliśmy jeszcze Zakonu Świętego Słońca i jego złej siły, nie poznaliśmy jego celów.
Mówił tak, ale właśnie teraz powrót na ziemię nie wydawał mu się taki ważny. Najbardziej ze wszystkiego pragnął teraz wracać do światła.
