
I dlatego ani się nie bali, ani nie byli pogrążeni w rozpaczy. Za co Theresa szczerze dziękowała losowi.
Wystarczająco dokuczały jej własne obawy i lęki.
Móri…
Czy jeszcze kiedyś go zobaczą?
Tyle sił miał przeciwko sobie.
Czy zdarzyło się kiedyś, że ktoś powrócił z tamtego świata?
Czy też, ściślej biorąc, z przedsionka śmierci. Sam Móri mówił przecież, że to się nazywa kraina zimnych cieni, miejsce, do którego trafiają ci, którzy zostawili na ziemi jakieś nie załatwione sprawy. Móriemu powiedziały o tym duchy. Tam odsyłano tych, którzy wątpili – i dlatego po śmierci stawali się upiorami – albo tych, którzy…
Nie, Theresa nie pamiętała dokładnie, jak to było, słowa Móriego powodowały wstrząs w sercu szczerze wierzącej katoliczki, jaką była.
Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami, powtarzała w duchu, starając się jednocześnie pokazać nieuważnej Taran, jak się szyje ściegiem petit point.
Święta Matko, ja wiem, że Móri nie jest katolikiem, ale spójrz łaskawie i na niego.
Rozdział 2
Rzeczywiste wydarzenie, czyli to, co było widać z zewnątrz tamtego strasznego dnia przy skale Graben, kiedy ludzie kardynała napadli na trójkę przyjaciół, sprowadzało się do tego, że Móri został na wylot przeszyty mieczem.
Tiril zdążyła to zobaczyć w ostatnim momencie, zanim napastnicy ją uprowadzili. Spostrzegł to również Erling w chwili, gdy zepchnięto go z krawędzi skały, w przeraźliwie głęboką otchłań.
Nikt jednak nie widział walki Móriego ze śmiercią. Dokonywała się ona w nim samym, w jego duszy, i, oczywiście, również w jego ciele.
Móri widział, jak Erling spada ze skały, co musiało oznaczać śmierć, ale nic nie wiedział o cudownym ocaleniu przyjaciela.
