
– Naprawdę bardzo bym tego pragnęła – powiedziała Theresa z westchnieniem. – Ale ktoś przecież musi być w domu, gdyby na przykład mama Tiril nagle wróciła.
Dzieci rozumiały sytuację.
– A co będzie z tymi rzeczami na schodach werandy? Dlaczego nie wolno nam ich ruszać? – zapytała Taran.
– Dobrze wiesz, dlaczego – odparł Villemann ostro. – Dlatego, że jeśli ich dotkniemy, to umrzemy!
– Nie, bo kucharka powiedziała, że tam straszy.
– My naprawdę nic pewnego nie wiemy – westchnęła Theresa. – Poza tym, że te kamienne tablice są śmiertelnie niebezpieczne.
– A czy ci sympatyczni żołnierze jeszcze do nas przyjadą? – zapytała znowu Taran z właściwą jej zmiennością zainteresowań.
– To możliwe – odparła Theresa. – W każdym razie obiecali, że kiedy wyruszymy na poszukiwanie Tiril, oni pojadą z nami. Zresztą wtedy to ja też na pewno pojadę, bo to ja odkryłam, gdzie się Tiril znajduje.
– I my. z tobą, babciu! – zawołał Villemann. – My z tobą!
Och, dzieci, znowu będę musiała was rozczarować, pomyślała księżna. Nie miała jednak dość sił, by im to powiedzieć, więc milczała.
– Najpierw powinniśmy odnaleźć waszego tatę – rzekła po chwili, by odwieść ich myśli od wspomnień o matce. – Och, żebyż już oni wszyscy wrócili do domu. Tata i Nero, i… wuj Erling, a także inni, którzy z nimi poszli.
Mój Boże, aż tyle wysiłku potrzeba, by wymówić imię Erlinga? I to tylko dlatego, że tak strasznie pragnie je wymawiać, ale boi się, że inni usłyszą podniecenie w jej głosie, zobaczą jej promienny wzrok…
Pospiesznie zajęła się jakimiś codziennymi sprawami tak, by dzieci nie zaczęły znowu rozpytywać o Móriego.
Nie bardzo zdawała sobie sprawę z tego, ile naprawdę malcy wiedzą. Nie wierzyła, że myślą, iż ich ukochany tatuś, ich wzór we wszystkim, a poza tym „największy czarnoksiężnik na świecie”, nie żyje. Zresztą oboje sobie chyba zdawali sprawę z tego, że tak właśnie jest, tylko byli absolutnie przekonani, że starszy brat, Dolg, potrafi go przywrócić do życia. Ich wiara w magiczne zdolności Dolga była niezłomna.
