
Borys Strugacki
Bezsilni tego świata
(Bessilnyje mira siego)
Czyż to nie piękne, przyjaciele,
że ktoś zapalił gwiazd tak wiele,
kiedy jest ciemno?
Lecz jeśli płoną same z siebie
miriady złotych gwiazd na niebie,
to jeszcze piękniej.
Będzie to opowieść o cudotwórcy,
który żyje w naszych czasach i tworzy cuda.
Wie, że jest cudotwórcą i że może dokonać dowolnego cudu,
ale tego nie robi.
Przekład Ewa Skórska
Rozdział 1
Wrzesień
Wadim Daniłowicz Christoforow o przezwisku Resulting Force
Dziś w nocy widziałem we śnie mojego ojca nieboszczyka — oznajmił Timofiej Jewsiejewicz, szalenie zatroskany. — A to znaczy, że z pewnością wydarzy się coś złego…
Wadim popatrzył na niego bez śladu zainteresowania i w milczeniu zagłębił się w obliczeniach średnich ważonych. Do opracowania zostały mu dwa ostatnie rzędy obserwacji, a Timofiej Jewsiejewicz Syszczenko i tak nie spodziewał się odpowiedzi, nie mówiąc już o komentarzu. Właśnie po raz kolejny reperował prymus. Benzynowy, bezgłośny, najnowszy model (cudo konwersji z ciągiem odrzutowym) i dlatego brudzący się szczególnie chętnie. Państwowy.
Nadciągał upał. Wiejący z rana wietrzyk ucichł i dzień zapowiadał się ciężki, gorący i wyczerpujący. Niebo było czyste, bez jednej chmurki, ale Bermamyt i Kindżał na wschodzie i zachodzie zasnuwała siwa mgiełka, jakby ktoś palił tam potajemnie niewidoczne ogniska. Wadim zakończył obróbkę nocnych obserwacji, zebrał notatki do teczki, popatrzył na Elbrus — widmowy i niemal przezroczysty na jasnobłękitnym niebie — i przypomniał sobie, że od dawna nie robił notatek w dzienniku. Poszedł do pokoju Komandora, wyciągnął dziennik spod nocnego umundurowania i znowu usiadł przy stoliku. Zaczął przewracać kartki i zainteresowany jednym z zapisków zagłębił się w lekturze.
