Za zdecydowanie wygórowaną opłatą statek lokalnej linii kosmicznej przewiózł Marvina na Dvastę II, a stamtąd kosmiczny frachtowiec poprzez kolonie Seves, Olgo i Mi przetransportował go na podwójną planetę Mvanti. Tam ugrzązł beznadziejnie na całe trzy miesiące, które wykorzystał biorąc udział w hipnopedycznym kursie języka tranaiańskiego. W końcu wynajął przewodnika po dzikich rejonach kosmosu, który pomógł mu dostać się na Ding.

Na Dingu natychmiast zaaresztowano go pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Higastomeritreianu, zdołał jednak uciec w ładowni statku, transportującego rudy metali, który dowiózł go na g’Moree. Tam wykurował się ze swoich odmrożeń, bąbli i powierzchownych poparzeń radiacyjnych, po czym zorganizował sobie wreszcie przelot na Tranai.

Gdy statek mijał księżyce Doe i Ri, by wylądować w Kosmoporcie Tranai, Goodman jedynie z trudem był w stanie uwierzyć, iż dzieje się to naprawdę.

Kiedy otworzyły się śluzy powietrzne, Goodman stwierdził, iż jest w stanie głębokiej depresji. Jej źródłem było częściowo zwykłe wyczerpanie, nieuniknione po tak pełnej przygód podróży. Jednak, co gorsza, Goodman poczuł też nagłe przerażenie, iż Tranai może okazać się zwykłym oszustwem, pułapką na naiwnych.

Przebył całą Galaktykę, kierując się jedynie opowieścią starego kosmicznego włóczęgi. Teraz jednak to, co mówił Savage, wydawało się jakoś mało prawdopodobne. Nawet mityczne Eldorado zdawało się miejscem pewniejszym niż to Tranai, które Goodman chciał ujrzeć.

Opuścił pokład statku. Port Tranai wyglądał na dość sympatyczne miasteczko. Ulice wypełnione były przechodniami, a w sklepowych witrynach piętrzyły się towary. Ludzie, których mijał na ulicy, wyglądali w znacznym stopniu tak samo, jak gdziekolwiek indziej, kobiety zaś były całkiem atrakcyjne.



7 из 54