
— Aha. Jak myślisz, czy w lesie można znaleźć coś do jedzenia?
— Tak — stwierdził z goryczą mag. — Nas.
— Mam trochę żołędzi, gdybyście mieli ochotę — zaproponowało uprzejmie drzewo.
Przez chwilę siedzieli w wilgotnym milczeniu.
— Rincewind, drzewo powiedziało…
— Drzewa nie mówią — warknął Rincewind. — To ważne, żeby o tym nie zapominać.
— Przecież sam słyszałeś… Rincewind westchnął.
— Posłuchaj — zaczął. — Cała rzecz sprowadza się do podstaw biologii. Jeśli chcesz mówić, musisz posiadać odpowiednie wyposażenie, takie jak płuca, wargi i…
— Struny głosowe — podpowiedziało drzewo.
— No właśnie — zgodził się mag. A potem zamknął usta i posępnie zapatrzył się w deszcz.
— Myślałem, że magowie wiedzą wszystko o drzewach, pożywieniu w dziczy i w ogóle — oznajmił z wyrzutem Dwukwiat. Zdarzało się niezwykle rzadko, by ton jego głosu sugerował, że nie uważa Rincewinda za niezrównanego czarownika. Mag musiał zareagować.
— Wiem to wszystko, wiem — burknął.
— No to powiedz, jakie to drzewo — poprosił turysta. Rincewind spojrzał w górę.
— Buk — oznajmił stanowczo.
— Właściwie… — zaczęło drzewo, ale urwało natychmiast, gdy dostrzegło minę Rincewinda.
— Te małe w górze wyglądają całkiem jak żołędzie — zauważył Dwukwiat.
— To odmiana siedząca, heptokarpiczna — wyjaśnił Rincewind. — Orzechy są bardzo podobne do żołędzi. Prawie każdy się myli.
— Coś takiego… — mruknął Dwukwiat. — A tamten krzak?
— Jemioła.
— Przecież ma ciernie i czerwone jagody!
— I co? — rzucił surowo Rincewind i spojrzał groźnie. Dwukwiat załamał się pierwszy.
— Nic — przyznał pokornie. — Ktoś musiał mnie źle poinformować.
