— Fakt.

— Ale tam pod nim rosną jakieś spore grzyby. Możemy je zjeść?

Rincewind zerknął ostrożnie. Grzyby istotnie były wyjątkowo duże i miały czerwone kapelusze w białe plamki. Należały do gatunku, który miejscowy szaman (w tej chwili o kilka mil dalej zaprzyjaźniał się ze skałą) jadłby dopiero po przywiązaniu solidnym powrozem własnej nogi do ciężkiego głazu. Mag nie miał innej możliwości — musiał wyjść na deszcz i obejrzeć je z bliska.

Przyklęknął na liściach i zajrzał pod kapelusz. Po chwili odezwał się słabym głosem:

— Nie, są całkowicie niejadalne.

— Dlaczego? — zawołał Dwukwiat. — Czy blaszki mają niewłaściwy odcień?

— Nie, właściwie nie.

— W takim razie nóżka ma nieodpowiednie rurki.

— Wyglądają na odpowiednie.

— Zatem chodzi o kolor kapelusza — uznał Dwukwiat.

— Nie jestem pewien.

— No więc czemu nie możemy ich jeść? Rincewind odchrząknął.

— To te małe drzwi i okna — wyjaśnił ponuro. — Trudno się pomylić.


Grom zahuczał nad Niewidocznym Uniwersytetem. Deszcz zalewał dachy i chlustał z pysków maszkaronów, chociaż jeden czy dwa sprytniejsze ukryły się szybko w labiryncie dachówek.

O wiele niżej, w Głównym Holu, ośmiu najpotężniejszych magów świata Dysku stanęło w ramionach ceremonialnego oktogramu. Prawdę mówiąc, nie byli chyba najpotężniejsi, posiadali jednak niezwykłe zdolności przetrwania, co w pełnym współzawodnictwa świecie magii wychodzi praktycznie na to samo. Za każdym magiem ósmego stopnia stało przynajmniej pół tuzina magów stopnia siódmego, którzy próbowali zrzucić go ze stanowiska. Dlatego u poważnych czarowników rozwijała się swego rodzaju podejrzliwość wobec, dajmy na to, skorpionów znajdywanych w łóżku. Stare przysłowie podsumowuje to następująco: kiedy mag ma już dość szukania tłuczonego szkła w jedzeniu, ma już dość życia.



18 из 193