– Uważa, że się dobrze sprawuje, bo przegania drozdy z mojego ogródka – nieco bezradnie uśmiechnęła się Tiril.

Zawołała Nera, który właśnie zatrzymał się przy brzegu. Wydawało mu się, że znalazł w wodzie coś naprawdę okropnego, i zapalczywie atakował sprytne fale.

– Tak, Nero to dobry pies – powiedziała ciepło. – Mam tylko jego.

– Ach, tak? – Potężna kobieta popatrzyła na Tiril spod krzaczastych brwi, lecz nie doczekała się odpowiedzi. – Porozmawiamy o tym później – mruknęła.

Podniosła łódkę Tiril i jednym ruchem wyciągnęła ją niczym piórko daleko na brzeg. Potem zaczęła iść, kołysząc biodrami i machając rękami. Dziewczyna ruszyła za nią.

W zacisznym miejscu za skałami stała nieduża chata. Wyglądała, jakby skuliła się w sobie.

– Niech się panna nie spodziewa żadnych wygód – zagrzmiała kobieta. – Choć pewnie przywykła do wytworniejszych miejsc.

– Różnie z tym bywało – uśmiechnęła się Tiril leciutko. – Ostatnio mieszkałam w chacie takiej jak ta i czułam się świetnie.

– To ci dopiero! Ale panna jest przecież z dobrej rodziny!

– Nie znoszę tego określenia. Mam wielu przyjaciół wywodzących się z uboższych warstw społeczeństwa. Najważniejsza jest szlachetność serca.

– Hm – chrząknęła kobieta. Można to było zrozumieć na wiele sposobów. Nagle wrzasnęła: – Przeklęte mewy, trzymajcie się z dala od moich suszonych ryb!

Nero potraktował jej okrzyk jako komendę „pilnuj domu”, której nauczył się od Tiril, i popędził za krzyczącymi ptakami. Wzleciały w powietrze, czyniąc niesamowitą wrzawę.

Kobieta patrzyła teraz na dużego czarnego psa z większą życzliwością.

Dotarły już prawie do samego domu. Była to stara nędzna chatynka, tu i ówdzie podparta wyłowionymi z morza deskami.

– Wybrała się panna wczoraj na niedzielną przejażdżkę?

– Nie – odparła Tiril. – Uciekałam przed ludźmi, którzy chcieli wyrządzić mi krzywdę.



3 из 179