
– Ach, tak! Tutaj nikt nie przyjdzie, może się panna czuć bezpieczna.
– Wspaniale. A w ogóle to mam na imię Tiril i skończyłam dopiero szesnaście lat. Proszę, mów mi ty, nie jestem w niczym lepsza.
– No, no, o tym sama zdecyduję. Takie stroje nie należą na tym szkierze do codzienności! Ale dobrze, ja jestem Ester i panienka też może mówić mi po imieniu. Nie przywykłam do ugrzecznionych form.
– Dziękuję! Mieszkasz tutaj sama? Sama jedna na całej wyspie?
Ester wybuchnęła śmiechem, który zabrzmiał jak skrzeczenie sroki.
– Tak, tak, sama na całej tej wielkiej wyspie!
Odwróciła się do Tiril.
– Nie zostałabyś ze dwa dni? Mogłabyś mi pomóc w połowach. Cholernie trudno samemu radzić sobie z wiosłami, żaglem i sprzętem rybackim jednocześnie.
– Bardzo mi to odpowiada, dlatego serdecznie dziękuję za propozycję. Muszę się przez jakiś czas ukrywać.
– I ty także – mruknęła Ester pod nosem. Tiril nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
Ester nagle zaczęła się spieszyć.
– Muszę trochę ogarnąć.
– Ależ to nie ma żadnego znacze…
– Owszem, dla mnie ma.
Zdumiewająco szybko jak na swą ociężałą sylwetkę kobieta zbiegła w dół i zniknęła w chacie. Tiril świadomie zwolniła kroku. Rozumiała dumę Ester, która nie chciała, by ktoś oglądał jej bałagan. Zdawała sobie też sprawę, jak łatwo zapuścić dom, kiedy mieszka się w takiej izolacji. Nikt przecież tu nie przychodził.
– Gotowe! – zagrzmiało wreszcie od drzwi.
Tiril, przestąpiwszy próg, zaczęła się zastanawiać, jak też musiało wyglądać to wnętrze, zanim Ester uznała, że jest posprzątane. Większego bowiem rozgardiaszu nigdy jeszcze nie widziała. Świdrujący w nosie nieprzyjemny zapach był tylko bagatelką. Co takiego Ester musiała schować? Prawdopodobnie bardzo nieświeżą bieliznę.
Chociaż czy ta kobieta używała czegoś tak eleganckiego jak bielizna? Tiril miała co do tego wątpliwości.
