
– Przysłał? Mnie? A kto?
Nie, nie, zapomnij, co powiedziałam, wyglądasz na uczciwą. Nie wiedziałam, że ludzie z wyższych sfer potrafią być tacy bezpośredni. Na pewno jesteś dobrą dziewczyną. A teraz chciałabym poznać twoją historię, bo wspominasz o wielu dziwnych sprawach.
– Tak, moja historia jest dość niezwykła – uśmiechnęła się Tiril ze smutkiem.
Ester zawiesiła nad ogniem garnek, w którym były resztki kaszy, na pewno nie dzisiejszej. Nie były też wczorajsze ani przedwczorajsze, ale Tiril postanowiła przymknąć oczy na ten fakt.
– Widzę, że opowiadanie sprawia ci przykrość – powiedziała Ester nie owijając w bawełnę. – Ale wydajesz mi się poci tyloma względami niezwykła, że budzisz moją ciekawość.
– Masz prawo wiedzieć, kogo przyjęłaś pod swój dach – pokiwała głową Tiril. – Powinnaś wiedzieć, że krok w krok za mną idzie nieszczęście. Z pewnością stanie się coś złego, jeśli ktoś się dowie, gdzie mnie szukać. Ja sama jestem dobrze chroniona, mogę też ochronić twój dom, jeśli chcesz.
Ester zmarszczyła brwi. Ciekawość wprost biła z małych, jasnoniebieskich jak woda oczu. Gestem wskazała dziewczynie miejsce tuż przy ogniu.
Tiril wyjęła dwa ochronne znaki Móriego.
– Ten jest mój własny. Ale ten duży możemy zawiesić nad drzwiami, a wtedy nie wejdzie tu żaden nieproszony gość.
– To by mi się przydało – wypaliła Ester. Potem gwałtownie zwróciła się do Tiril. – Nieczyste siły! Nie jesteś chyba czarownicą? Czy to dlatego uciekasz?
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
– Nie, nie jestem czarownicą. Te znaki dostałam od mego najlepszego przyjaciela. Ale on opuścił już kraj. Na zawsze.
– Coraz bardziej mnie zadziwiasz. Kim był?
– Czarnoksiężnikiem. Musiał wracać na Islandię, aby coś odszukać. Jeśli to znajdzie, stanie się najpotężniejszym czarnoksiężnikiem na świecie.
– Do stu piorunów! A cóż to za szczególna rzecz, która może to uczynić? I w jaki sposób zdoła ją odnaleźć?
