
Tiril odparła niepewnym tonem:
– Wskrzeszając z martwych pewnego biskupa, który nie żyje od dwustu lat. Tak, wiem, że to brzmi niedorzecznie, ale gdybyś spotkała Móriego, uwierzyłabyś w to, co mówił. Oj, chyba zaczynam się przypiekać z jednej strony, czy mogę się obrócić?
– Wydawało mi się, że zapachniało wędzoną szynką – wybuchnęła głośnym śmiechem Ester. – Nie, nie, żartowałam. Ustaw się tyłkiem w stronę ognia, ja zwykle tak robię.
– Chyba wszystkie kobiety – uśmiechnęła się Tiril. – Och, jak przyjemnie!
– Przybiję tylko to dziwactwo nad drzwiami i zaraz będziesz mogła opowiadać dalej. To bardzo interesujące, coś innego niż patroszenie ryb, jedzenie, sikanie i spanie.
Wyszła przed chatę i umocowała Tarczę Arona nad niskimi drzwiami. Nazwa znaku wielce ją rozbawiła i znów głośny śmiech echem poniósł się wśród skał. Wróciła do izby.
– No, teraz dobrze, niestraszny nam już diabeł, trolle ani… A tam, mam to w nosie. No więc, jak wygląda ten twój czarnoksiężnik?
W oczach Tiril pojawiły się rozmarzenie i smutek.
– Móri przypomina przerażająco pięknego anioła śmierci. Szkoda, że go nie widziałaś! Jest taki urodziwy, wprost do bólu. Ale taki… taki daleki. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, że ktoś mógłby go poślubić, to po prostu niemożliwe. On jest niebezpieczny, rozumiesz to, Ester? Widziałam w jego oczach światy ukryte dla nas, ludzi. Zajrzałam do krainy mrocznych cieni. W tych oczach kryje się samotność i smutek, i… nie, nie zło, raczej groza. On zna tak wiele tajemnic. Na własne oczy widziałam, jak zaklęciem tamował krew, i była to chyba jego najmniej imponująca umiejętność. O innych nie mam śmiałości myśleć. Gdy mówi o tym starym biskupie, wygląda wprost strasznie! – Zadumała się na moment, ale zaraz wróciła do rzeczywistości. – Miałam przecież opowiedzieć Tragiczną Historię Mego Życia – uśmiechnęła się leciutko. – Szczerze jednak mówiąc, jest ona naprawdę bardzo smutna. Obiecuję, że nie będę się nadto rozwodzić.
