
— Och, historia… To przeszłość.
— Dobre miejsce dla historii, przyznaję — zgodził się z powagą Patrycjusz.
— Chciałem powiedzieć: dlaczego nas teraz nie lubią? Czy jesteśmy im winni pieniądze?
— Nie. W większości przypadków to oni są nam winni. Co oczywiście stanowi o wiele lepszy powód dla braku sympatii.
— A co ze Sto Lat, Pseudopolis i innymi miastami? — zapytał lord Downey.
— Też nas specjalnie nie lubią.
— Czemu? Przecież łączy nas wspólne dziedzictwo! — obruszył się lord Selachii.
— Owszem, ale to wspólne dziedzictwo składa się głównie z wojen toczonych ze sobą nawzajem — przypomniał Vetinari. — Trudno oczekiwać mocnego wsparcia. To dość pechowa sytuacja, albowiem tak się składa, że nie mamy armii. Oczywiście, nie jestem specjalistą w dziedzinach militarnych, ale wydaje mi się, że w prowadzeniu wojny jest ona elementem kluczowym. — Rozejrzał się po zebranych. — Faktem jest, że Ankh-Morpork stanowczo się sprzeciwia utrzymywaniu stałej armii.
— Wszyscy wiemy, dlaczego ludzie nie ufają armii — stwierdził lord Downey. — Duża liczba uzbrojonych ludzi, którzy nie mają nic do roboty… Różne rzeczy przychodzą im do głowy.
Vimes zauważył, że wszystkie spojrzenia kierują się ku niemu.
— Coś podobnego — odezwał się z nieszczerym ożywieniem. — Czyżby była to aluzja do „Kamiennej Gęby” Vimesa, który poprowadził miejską milicję do buntu przeciwko tyranowi, by zaprowadzić jakiś rodzaj sprawiedliwości i swobody? Wydaje mi się, że tak! A czy był wtedy komendantem Straży Miejskiej? Wielkie nieba, rzeczywiście! Czy został powieszony, poćwiartowany i pochowany w pięciu grobach? I czy jest dalekim przodkiem obecnego komendanta? Coś takiego, tyle zbiegów okoliczności naraz, prawda? — Z jego głosu znikł ton maniakalnej wesołości, zastąpiony gniewnym warknięciem. — Zgadza się! A kiedy już mamy to za sobą, czy ktoś chciałby zgłosić jakąś rzeczową uwagę?
