Ale to przecież nie może się zdarzyć, prawda? Z tego, co słyszał, obecny szeryf jest władcą kompetentnym, zajętym głównie pacyfikacją awanturniczych rubieży swojego imperium. Wielkie nieba, przecież Klatchianie żyją w Ankh-Morpork! Są Klatchianie, którzy urodzili się w Ankh-Morpork! Człowiek widzi chłopaka, który na całej twarzy ma wypisane wielbłądy, a kiedy otworzy usta, okazuje się, że ma ankhijski akcent, tak ciężki, że skały mógłby kruszyć. Pewnie, opowiada się dowcipy o dziwacznym jedzeniu i cudzoziemcach, ale na pewno…

Niezbyt śmieszne dowcipy, jeśli się chwilę zastanowić.

Kiedy się słyszy wybuch, nie ma już czasu na zastanawianie się, jak długo skwierczał lont.

Wracał do Sali Szczurów, kiedy usłyszał podniesione głosy.

— Ponieważ, lordzie Selachii — tłumaczył Patrycjusz — to nie są już dawne czasy. Nie uznaje się za… uprzejmość wysyłanie okrętu, żeby, jak pan to określił, pokazać Rysiowi Klatchysiowi, że zbłądził. Przede wszystkim nie mamy już żadnych okrętów, od dnia kiedy czterysta lat temu zatonęła „Mary-Jane”. I czasy się zmieniły. Dzisiaj cały świat obserwuje. W dodatku, lordzie, nie możemy już powiedzieć „Na co się gapicie?” i podbić im oka. — Oparł się na krześle. — Jest Chimeria, Khanli, Efeb i Tsort. A ostatnio także Muntab. I Omnia. Część z nich to potężne narody, panowie. Wielu nie podoba się obecna, ekspansjonistyczna polityka Klatchu, ale nas także zbytnio nie lubią.

— A czemuż to? — zdziwił się lord Selachii.

— Cóż… Albowiem w naszej historii z tymi, których nie okupowaliśmy, prowadziliśmy zwykle wojny. A z jakichś powodów rzeź tysięcy ludzi na ogól tkwi w pamięci.



16 из 328