
– Wchodzisz?
– Nie wiem. Cal zdjął koszulę i z przyzwyczajenia ją złożył.
– To jest punkt programu. Nie możemy go odhaczyć, jeśli nie wykąpiemy się wszyscy trzej.
– Dobra, dobra. – Ale Gage nadal stał nieruchomo, choć Cal rozebrał się już do bokserek.
– Wszyscy musimy wejść do wody, rzucić wyzwanie bogom i tak dalej.
Gage wzruszył ramionami i zrzucił buty.
– Idź, co ty, jesteś gej? Chcesz patrzeć, jak się rozbieram?
– Okropny widok. – Cal wsunął okulary do lewego buta, wziął głęboki oddech i ucieszony, że nie widzi już tak wyraźnie, wskoczył do wody.
Poraził go krótki, lodowaty szok.
Fox natychmiast ochlapał mu twarz, kompletnie go oślepiając i odpłynął w stronę brzegu, zanim Cal zdążył się zemścić. Gdy tylko udało mu się przetrzeć oczy krótkowidza, do wody wskoczył Gage i znów go oślepił.
– Kurczę, chłopaki!
Niezdarny skok Gage'a tak wzburzył wodę, że Cal musiał odpłynąć na bok. Z nich trzech Cal pływał najlepiej.
Fox był szybki, ale zaraz tracił parę, a Gage, cóż, walczył z wodą, jakby była najbardziej zaciekłym przeciwnikiem na świecie.
Cal martwił się – choć po części ta myśl przepełniała go podnieceniem – że pewnego dnia będzie musiał wykorzystać techniki pierwszej pomocy, których nauczył go ojciec w przydomowym basenie, żeby ocalić Gage'a przed utonięciem.
Wyobrażał sobie, jak Gage i Fox patrzyliby potem na niego z wdzięcznością i podziwem, kiedy nagle czyjaś dłoń chwyciła go za kostkę i pociągnęła pod wodę.
Cal wiedział, że to Fox go ciągnie, ale serce podskoczyło mu do gardła, kiedy woda zamknęła się nad głową. Zaczął się miotać, zapominając w przypływie paniki o wszystkich wskazówkach ojca. Gdy już udało mu się wyrwać nogę z uścisku i wydostać na powierzchnię, dostrzegł po lewej stronie jakiś ruch.
