Głos miał silny i czysty, gdy wzywał wiatr i wodę, ziemię i ogień. Z paleniska strzelił płomień, zawrzała woda w kociołku.

Położył heliotrop na ściereczce. Głęboką zieleń kamienia pokrywały czerwone punkty. Strzegł tego kamienia jak skarbu, tak samo jak jego przodkowie. Oddawał mu cześć. A teraz przelał w niego moc, jak przelewa się wodę do kubka.

Zadrżał i oblał się potem. Opadł z sił, gdy kamień otoczyła aureola światła.

– Teraz dla ciebie – wyszeptał – synu wszystkich synów. Trzy części jedności. W wierze, w nadziei, w prawdzie. Zjednoczone światło, by zadać cios ciemności. A teraz przysięgam: nie spocznę, dopóki los się nie wypełni.

Ostrzem athame

– Krew z mojej krwi. Będę tu czekał, aż po mnie przyjdziesz, aż znowu uwolnisz to, co musi zostać wyzwolone. Niech bogowie cię strzegą.

Przez chwilę czuł smutek. Pomimo świadomości celu ogarnęła go rozpacz. Nie nad swoim życiem, którego ostatnie ziarnka opadały w klepsydrze. Nie lękał się śmierci ani tego, co wkrótce go spotka, a śmiercią nie było. Rozpaczał, że już nigdy w tym życiu nie dotknie wargami ust Ann. Nie zobaczy narodzin swoich dzieci ani ich dzieci. Rozpaczał, że nie zapobiegnie cierpieniu, które nadejdzie, tak jak nie mógł powstrzymać bólu w przeszłości, w tylu poprzednich życiach.

Wiedział, że nie jest narzędziem, lecz jedynie naczyniem opróżnianym i napełnianym zgodnie z wolą bogów.

Wyczerpany pracą, pogrążony w smutku, stał przed małą chatą obok wielkiego głazu, oczekując swojego przeznaczenia.

Przyszło pod postacią mężczyzny, którego ciało – jak jego własne – było jedynie skorupą. Mężczyzna nazywał siebie Lazarus Twisse, należał do starszyzny „boskich” i razem z innymi osiedlił się w tej dzikiej krainie po zerwaniu z purytanami Nowej Anglii

Patrzył teraz na nich skąpanych w świetle pochodni, na ludzi i na tych, którzy ludźmi nie byli. Oto ci, pomyślał, przybyli do Nowego Świata w poszukiwaniu religijnej wolności, a teraz oskarżali i niszczyli każdego, kto nie chciał podążać ich jedynie słuszną, wąską ścieżką.



2 из 269