
– Ty jesteś Giles Dent.
– Ja jestem – odpowiedział – w tym miejscu i w tym czasie. Lazarus Twisse wystąpił krok do przodu. Cały był odziany w oficjalną czerń, jego twarz ocieniało szerokie rondo wysokiego kapelusza, ale Giles widział oczy, a w nich czającego się demona.
– Gilesie Dent, ty i kobieta znana jako Ann Hawkins zostaliście oskarżeni i uznani za winnych uprawiania czarów i demonicznych praktyk.
– Kto oskarża?
– Przyprowadźcie dziewczynę! – rozkazał Lazarus. Ciągnęło ją dwóch mężczyzn. Była drobnej budowy, według Gilesa nie mogła mieć więcej niż półtora metra wzrostu. Z jej białej jak kreda twarzy, z oczu, wyzierało przerażenie, miała krótkie, postrzępione włosy.
– Hester Deale, czy to ten czarownik wodził cię na pokuszenie?
– Dotykał mnie, on i ta druga, którą nazywał swoją żoną. – Mówiła, jakby była w transie. – Dokonywali na moim ciele bezbożnych praktyk. Przybyli pod moje okno pod postacią kruków, wlecieli nocą do mojego pokoju. Uśpili moje gardło, żebym nie mogła mówić ani wołać o pomoc.
– Dziecko – powiedział łagodnie Giles – co oni ci zrobili? Dziewczyna wbiła w niego przerażone spojrzenie.
– Wzywali Szatana jako swego boga i poderżnęli gardło koguta na ofiarę. I pili jego krew. Mnie też zmusili. Nie mogłam ich powstrzymać.
– Hester Deale czy wyrzekasz się Szatana?
– Wyrzekam się.
– Hester Deale czy oskarżasz Gilesa Denta i kobietę Ann Hawkins o czary i herezję?
– Oskarżam. – Po jej policzkach spłynęły łzy. – Oskarżam ich i błagam Boga, by mnie ocalił. Modlę się, by mi przebaczył.
– Przebaczy – wyszeptał Giles. – To nie twoja wina.
– Gdzie jest kobieta o imieniu Ann Hawkins? – zapytał Lazarus i Giles zwrócił na niego jasnoszare oczy.
