
– Dziwne, że byli w takim miejscu.
– My też tu jesteśmy. Gage tylko mruknął.
– Moja mama mówiła, że pierwsi ludzie, którzy się tu osiedlili, byli purytanami. – Fox zrobił wielki różowy balon z gumy, którą kupił w sklepie. – Jakiś radykalny odłam czy coś takiego. Przyjechali tutaj w poszukiwaniu wolności religijnej, ale tak naprawdę uważali, że wolność jest wtedy, gdy wszyscy myślą tak samo jak oni. Mama mówi, że wielu ludzi tak patrzy na religię. Ja tego nie rozumiem.
Gage pomyślał, że rozumie. A przynajmniej trochę.
– Ludzie często bywają podli, a nawet jeśli nie są podli, to uważają, że są lepsi od ciebie. – On to widział cały czas, w tym jak na niego patrzyli inni.
– Ale myślicie, że to były czarownice i ludzie z Hollow spalili je na stosie czy coś w tym stylu? – Fox przewrócił się na brzuch. – Moja mama mówi, że bycie czarownicą to też religia.
– Twoja mama jest szurnięta. Ponieważ powiedział to Gage, i to żartem, Fox wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Wszyscy jesteśmy szurnięci.
– I za to musimy się napić. – Gage wstał. – Podzielimy się jednym piwem, niech tamte się jeszcze chłodzą. – Gage poszedł do strumienia, a Cal i Fox popatrzyli na siebie.
– Piłeś już kiedyś piwo? – zapytał Cal.
– Nie. A ty?
– Żartujesz? Nawet colę mogę pić tylko przy specjalnych okazjach. A jeśli się upijemy i stracimy przytomność?
– Mój tata czasami pije piwo i nie traci przytomności. Nie wydaje mi się.
Zamilkli, gdy Gage wrócił z ociekającą wodą puszką.
– No dobrze. Wypijemy je, żeby, no wiecie, uczcić to, że o północy przestaniemy być dzieciakami.
– Może powinniśmy je wypić dopiero o północy – zasugerował Cal.
– Później wypijemy drugie. To będzie jak… jak rytuał. Odgłos otwieranej puszki wydał się głośny w cichym lesie, dla Cala niemal tak szokujący jak strzał z pistoletu. Od razu poczuł kwaśny zapach piwa i zastanawiał się, czy w smaku też jest kwaśne.
