– Udało się nam! – Fox rzucił plecak i odtańczył wokół skały dziki taniec. – Ale wypas, co? Słabo? Nikt nie wie, gdzie jesteśmy. I mamy całą noc, żeby robić wszystko, na co mamy ochotę.

– Wszystko, na co mamy ochotę w środku lasu – dodał Cal. – Bez telewizji i lodówki.

Fox odrzucił głowę do tyłu i wydał przeraźliwy okrzyk, który rozszedł się po lesie głośnym echem.

– Widzicie? Nikt nas nie słyszy. Mogą nas zaatakować mutanty albo ninja, albo kosmici i nikt nas nie usłyszy.

Cal zdał sobie sprawę, że ta świadomość wcale nie poprawia mu samopoczucia.

– Musimy zebrać drzewo na ognisko.

– Harcerzyk ma rację – uznał Gage. – Poszukajcie gałęzi, a ja wstawię do strumienia piwo i colę, żeby się trochę schłodziły.

Najpierw jednak Cal uporządkował po swojemu obozowisko. Jedzenie w jednym miejscu, ubrania w drugim, w jeszcze innym narzędzia, po czym z kompasem i finką w kieszeni wyruszył po gałęzie. Przedzierał się przez krzaki, ciernie drapały go i czepiały się ubrania. Wracając z pełnymi rękami, nie zauważył kilku kropli krwi, które kapnęły z jednego z zadrapań na ziemię na skraju polany.

Ani tego, jak krew zawrzała, zadymiła i zniknęła wchłonięta przez spaloną ziemię.

Fox postawił radio na skale, więc urządzali obóz w towarzystwie Madonny i U2. Ułożyli ognisko według wskazówek Cala, ale postanowili podpalić je dopiero po zmroku.

Spoceni i głodni usiedli na ziemi i brudnymi rękami dobrali się do zawartości kosza piknikowego. Gdy jedzenie o dobrze znanym smaku wypełniło żołądek i ukoiło nerwy, Cal doszedł do wniosku, że warto było jednak targać ten koszyk przez tyle godzin.

Najedzeni wyciągnęli się na plecach i zagapili w niebo.

– Naprawdę myślicie, że ci wszyscy ludzie umarli właśnie tutaj? – zapytał Gage.

– W bibliotece są książki na ten temat – odpowiedział Cal. – O wybuchu pożaru „nieznanego pochodzenia” i jak ci wszyscy ludzie spłonęli.



19 из 269