– Zbite. – Cal sięgnął drżącą ręką i zdjął okulary.

– Coś tu było. – Gage schwycił go za ramię. – Poczułem to, jak już wszystko tu oszalało, poczułem w sobie. Potem… widzieliście to? Widzieliście?

– Ja widziałem jego oczy – powiedział Fox i zaszczekał zębami. – Musimy stąd uciekać. Musimy się stąd wynosić.

– Dokąd? – zapytał Gage. Pomimo że wciąż oddychał z trudem, podniósł nóż Cala i mocno zacisnął go w dłoni. – Nie wiemy, dokąd to poszło. Czy to był niedźwiedź? Czy…

– To nie był niedźwiedź – mówił już spokojnie Cal. – To przyszło coś, co przebywało w tym miejscu kiedyś, dawno temu. Widzę… widzę to. Kiedyś, gdy chciało, wyglądało jak człowiek. Ale nie było człowiekiem.

– Chłopie, uderzyłeś się w głowę. Cal popatrzył na Foxa, źrenice miał niemal czarne.

– Widzę jego i tego drugiego. – Rozwarł dłoń ze zranionym nadgarstkiem i pokazał kawałek zielonego kamienia z czerwonymi plamkami. – To od niego.

Fox rozprostował palce, Gage tak samo. Każdy z nich zaciskał w dłoni trzecią część zielonego kamienia.

– Co to jest? – wyszeptał Gage. – Skąd my to, do cholery, mamy?

– Nie wiem, ale od teraz należy do nas. Uch, jeden za trzech, trzech za jednego. Chyba coś uwolniliśmy. Coś złego. Ja widzę!

Cal zamknął na chwilę oczy, po czym popatrzył na przyjaciół.

– Widzę, ale bez okularów. Widzę dobrze, nic nie jest zamazane. Widzę wyraźnie bez okularów!

– Poczekaj. – Gage z drżeniem zdjął koszulę i odwrócił się do nich plecami.

– Człowieku, twoje rany zniknęły. – Fox dotknął palcami idealnie gładkich pleców przyjaciela. – Wszystkie. I… – Wyciągnął rękę. Płytkie cięcie na nadgarstku już niemal się zagoiło. – Cholerka, to teraz jesteśmy jak super bohaterowie?

– To demon – powiedział Cal. – I my go wypuściliśmy.

– O w mordę. – Gage wbił wzrok w ciemny las. – Wszystkiego cholernie najlepszego z okazji urodzin.



26 из 269