
Cal przyniósł jej okrycie i patrzył, jak się ubierała.
– Wiesz, gdy wyszedłeś przed dom, miałam bardzo dziwne uczucie, że cię rozpoznaję, że już cię gdzieś widziałam. I że już gdzieś, kiedyś na mnie czekałeś. To było bardzo dziwne. Poczułeś coś takiego?
– Nie. Ale może byłem zbyt zajęty spostrzeżeniem, że wyglądasz dużo lepiej niż na zdjęciu.
– Naprawdę? To miło, bo na tym zdjęciu wyglądam fantastycznie. Dzięki za kawę. – Popatrzyła na psa, który chrapał cicho przez cały czas. – Do zobaczenia, Klusek. I nie pracuj tak ciężko.
Cal odprowadził ją do drzwi.
– Quinn – powiedział, gdy zaczęła schodzić ze schodów – nie szarżuj i nie wpadnij na pomysł, żeby samej szukać Kamienia Pogan. Nie znasz tych lasów. Sam cię tam zaprowadzę jeszcze w tym tygodniu.
– Jutro?
– Jutro nie mogę, mam urwanie głowy. Pojutrze, jeśli aż tak ci zależy.
– Prawie zawsze mi zależy. – Szła tyłem do samochodu, nie spuszczając wzroku z Cala. – O której godzinie?
– Możemy spotkać się tu o dziewiątej, jeśli pogoda będzie dobra.
– To jesteśmy umówieni. – Otworzyła drzwi samochodu. – A tak przy okazji, ten dom pasuje do ciebie. Wiejski chłopak z większym wyczuciem stylu niż pretensjami. Podoba mi się to.
Cal patrzył, jak odjeżdżała – dziwna i seksowna Quinn Black.
A potem stał długo, obserwując światło blednące między drzewami lasu, który był jego domem.
Cal zadzwonił do Foxa i umówił się z nim w kręgielni. Herosi Kręgielni i Kociaki Toru rozgrywali mecze na pierwszym i drugim torze, więc mogli obaj spokojnie usiąść i zjeść coś przy barze.
Poza tym niewiele było tak hałaśliwych miejsc jak kręgielnia, więc ich słowa zostały zagłuszone przez łomot kul, stukot kręgli, okrzyki i przekleństwa.
– Spróbujmy pomyśleć racjonalnie. – Fox pociągnął łyk piwa. – Ona mogła to wymyślić, żeby zobaczyć twoją reakcję.
– Skąd wiedziała, co wymyślić?
