
Obudziła się skulona na miękkiej pościeli, z prześcieradłem zaplątanym wokół nóg, ściskając słupek łóżka, jakby od tego zależało jej życie.
Nie zwalniając chwytu, oparła policzek o drewno, zamknęła oczy i poczekała, aż drżenie przejdzie w pojedyncze dreszcze.
– Ale jazda – wymamrotała.
Kamień Pogan. To tam była pod koniec snu, nie miała wątpliwości. Poznała skałę ze zdjęć, które oglądała. Niesamowite, że miała o nim, o lesie, taki przerażający sen. I ta woda… Czy nie czytała czegoś o dziewczynie, która utonęła w stawie? Nawet nazwali go jej imieniem. Sadzawka Hester. Nie, staw. Staw Hester.
Według logiki snów to wszystko miało sens.
Tak, niezła jazda i wolałaby już więcej takich nie odbywać.
Popatrzyła na podróżny budzik, którego odblaskowe wskazówki wskazywały dwadzieścia po trzeciej. Trzecia rano, pomyślała, najgorsza pora na przebudzenie. Dlatego położy się z powrotem spać, jak rozsądna kobieta. Poprawi pościel, napije się zimnej wody i zaśnie.
Miała dosyć atrakcji jak na jeden dzień.
Wstała z łóżka, poprawiła prześcieradło i kołdrę i odwróciła się, żeby pójść do łazienki po szklankę wody.
Nie zdołała wydobyć z siebie głosu. Krzyk rozerwał jej czaszkę niczym pazury, ale żaden dźwięk nie wydostał się z rozpalonego gardła.
Chłopak uśmiechał się obscenicznie w ciemności za oknem. Przyciskał twarz i ręce do szyby zaledwie kilka centymetrów od Quinn. Przesunął językiem po ostrych, białych zębach a czerwone, błyszczące oczy wydawały się równie bezdenne i wygłodzone jak dziura w ziemi, która chciała pochłonąć Quinn we śnie.
Kolana się pod nią ugięły, ale bała się, że jeżeli upadnie, demon roztrzaska szybę i zatopi kły w jej gardle niczym wściekły pies.
Zamiast tego uniosła rękę w starodawnym geście odstraszającym zło.
– Odejdź stąd – wyszeptała. – Zostaw mnie w spokoju.
Chłopiec roześmiał się. Quinn usłyszała potworne, wywołujące dreszcze dźwięki, zobaczyła, jak jego ramiona zatrzęsły się od śmiechu. Nagle chłopak odepchnął się od szyby i wykonał powolne salto w tył. Zawisł przez chwilę nad uśpioną ulicą, po czym…
