— Wydaje się to naturalne.

— Właśnie.

Pociągnął kolejny łyk, zaproponował butelkę mnie. Chętnie bym się napił, ale znam swoją wytrzymałość i siedząc na skraju dachu nie chciałem jej nadwerężać. Machnął więc butelką w kierunku nieba: — Zdrowie damy z uśmiechem — powiedział i wypił je w moim imieniu.

— Za klejnoty imperium — dodał po chwili z szerokim gestem i toastem pod adresem innego gwiaździstego sektora. Niewłaściwego, ale nie szkodzi. Równie dobrze jak ja wiedział, że ten właściwy znajduje się jeszcze pod horyzontem. Oparł się, znalazł cygaro, zapalił je i zaczął się zastanawiać: — Ciekawe, ile oczu na głowie mają tam, gdzie oglądają „Monę Lizę”? Czy są podzielone na ścianki jak oczy owadów? Nieruchome? I jakiego koloru?

— Tylko dwoje. Sam pan o tym wie. Jakby orzechowe — przynajmniej na zdjęciach.

— Czy musisz sprowadzać romantyczną retorykę na ziemię? Poza tym Astabiganie goszczą mnóstwo podróżnych z innych światów, którzy ją oglądają.

— To prawda. A skoro już o tym mówimy, to klejnoty korony brytyjskiej są pod opieką ludzi o źrenicach w kształcie półksiężyca. Zdaje się, że mają oczy jakby lawendowe.

— Wystarczy — odrzekł. — Naprawiłeś błąd. Dziękuję.

Jakaś spadająca gwiazda zapłonęła zmierzając ku ziemi. Posłałem w jej ślady niedopałek papierosa.

— Zastanawiam się, czy to uczciwy handel? — powiedział. — Nie rozumiemy działania maszyny z Rhenniusa, a nawet Obcy nie bardzo wiedzą, co reprezentuje gwiezdny kamień.

— To nie był właściwie handel.

— Pozbyliśmy się dwóch ziemskich skarbów, a w zamian dostaliśmy dwa od Obcych. Jak inaczej można by to nazwać?

— Ogniwem w łańcuchu kula — odparłem.

— Nie znam tego terminu. Opowiedz mi o tym.

— Ta analogia przyszła mi na myśl, gdy czytałem szczegółowy opis zaproponowanej nam umowy.



23 из 179