I nagle człowiek jest gotów do emerytury, a to budzi refleksje. Spogląda wstecz, na Cambridge, gdzie pewien młodzieniec wspina się na jakiś budynek. Widzi tamte gwiazdy. Czuje fakturę tamtego dachu. Wszystko, co zdarzyło się potem, stanowi jedną rozmazaną plamę, kalejdoskopowy wzór o jednym kolorze. Znajduje się tu i znajduje się tam. Wszystko inne jest nierzeczywiste. Lecz są to dwa różne światy. Fred — dwa kompletnie różne światy — a on tak naprawdę nie widział, jak to się stało, nie złapał żadnego z nich na kończeniu się czy zaczynaniu. Takie właśnie uczucie towarzyszy mi dzisiejszej nocy.

— To dobre uczucie czy złe? — zapytałem.

— Właściwie nie wiem. Nie dobrałem sobie jeszcze do niego żadnej emocji.

— Proszę mi powiedzieć, kiedy się panu uda, dobrze? Zaciekawił mnie pan.

Zachichotał. Ja też.

— Wie pan co, to zabawne — powiedziałem — że nigdy nie przestał się pan wspinać.

Przez chwilę milczał, a potem rzekł: — Co do wspinania się, to jest to dosyć dziwne… Oczywiście, tam, gdzie studiowałem, było to coś w rodzaju tradycji, chociaż lubiłem to chyba bardziej niż inni. Po opuszczeniu uniwersytetu kontynuowałem wspinaczki przez kilka lat, a potem, przy tych wszystkich przeprowadzkach i braku możliwości, stały się one dość sporadyczne. Miałem jednak okresy — właściwie to był przymus — kiedy po prostu musiałem się wspinać. Brałem wtedy urlop i jechałem do jakiegoś miejsca, gdzie architektura była odpowiednia. Noce spędzałem wspinając się na różne budynki, gramoląc się po dachach i wieżach.

— Akrofilia — wtrąciłem.

— Słusznie. Nazwanie zjawiska jednak go nie wyjaśnia. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego to robię. Co prawda w końcu przerwałem wspinanie na dłuższy czas. Może to zmiany hormonalne wieku średniego. Kto wie? A potem zacząłem uczyć. Kiedy usłyszałem o twoich wyczynach, zacząłem znów o tym myśleć. To doprowadziło do pragnienia, do działania, do nawrotu przymusu. Nigdy mnie już nie opuścił. Więcej czasu spędziłem zastanawiając się, dlaczego ludzie przestają się wspinać, niż dlaczego zaczynają.



22 из 179