Przysunąłem sobie krzesło i rozsiadłem się — Zapaliłem papierosa używając jako popielniczki kosza na śmieci. Jakby tego nie zauważał i nadal kartkował materiały.

Minęło w ten sposób kilka minut, wreszcie się odezwał: — No dobrze, jestem już gotów.

Podniósł wtedy na mnie wzrok i uśmiechnął się.

— W tym semestrze, panie Cassidy, damy panu dyplom — powiedział.

Oddałem mu uśmiech.

— Wtedy, panie Wexroth, zrobi się zimno w piekle — odparłem.

— Sądzę, że byłem nieco sumienniejszy od moich poprzedników — odpowiedział. — Przypuszczam, że zna pan wszystkie przepisy uniwersyteckie?

— Przeglądam je dość regularnie.

— Zakładam także, iż orientuje się pan, z jakich przedmiotów będą prowadzone zajęcia w nadchodzącym semestrze?

— To bezpieczne założenie.

Z jakiejś kieszeni w marynarce wyjął fajkę oraz kapciuch i zaczął ją powoli nabijać, zwracając wielką uwagę na każde źdźbło tytoniu, co najwyraźniej sprawiało mu przyjemność. I tak sklasyfikowałem go już jako palacza fajki.

Wgryzł się w nią, zapalił, pyknął, wyjął z ust i spojrzał na mnie poprzez dym.

— A więc na podstawie wydziałowych przepisów o specjalizacji zostanie pan zmuszony do zrobienia dyplomu — powiedział.

— Ale pan jeszcze nie widział mojej karty rejestracyjnej.

— Nieistotne. Poprosiłem, aby jeden z komputerowców zrobił mi listę wszystkich pańskich możliwych decyzji, wszystkich kombinacji zajęć, jakie mógłby pan wybrać, żeby zachować swój status studenta studiów dziennych. Zestawiłem ją z pańską dość obszerną dokumentacją i za każdym razem wynalazłem jakiś sposób na pozbycie się pana. Bez względu na to, co pan wybierze, skończy pan jakąś specjalizację.

— Wygląda, że był pan niezwykle dokładny.

— Owszem.

— Czy mogę zapytać, dlaczego tak bardzo chce się mnie pan pozbyć?



4 из 179