Skinąłem głową. Czułem, że ku temu zmierzał.

— Chyba przekroczył pan zakres swoich obowiązków — powiedziałem. — To sprawa osobista.

— Jeśli dotyczy to pańskiej działalności na uniwersytecie, wchodzi to w zakres moich zainteresowań… oraz domysłów. Rozumiem, że pański zmarły wuj zostawił spory fundusz, z którego otrzymuje pan niezwykle hojne kieszonkowe tak długo, jak długo jest pan studentem studiów dziennych starającym się otrzymać stopień naukowy. Po otrzymaniu jakiegokolwiek stopnia kieszonkowe przestanie być wypłacane, a reszta funduszu ma być rozdzielona między przedstawicieli Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Sądzę, że jasno opisałem sytuację?

— Chyba tak jasno, jak można opisać coś niejasnego. Biedny, stuknięty wuj Albert. Właściwie biedny ja. Tak, fakty zna pan dobrze.

— Wydawałoby się, że głównym zamiarem zmarłego było umożliwienie panu zdobycia odpowiedniego wykształcenia — ani mniej, ani więcej — a następnie znalezienia sobie na własną rękę miejsca w świecie. Według mnie to bardzo rozsądny plan.

— Domyśliłem się już tego.

— Plan, którego pan najwyraźniej nie popiera.

— To prawda. Najwyraźniej mamy tu do czynienia z dwiema bardzo odmiennymi filozofiami kształcenia.

— Jestem przekonany, że na tę sytuację ma wpływ raczej ekonomia niż filozofia, panie Cassidy. Od trzynastu lat udaje się panu pozostawać na studiach dziennych nie robiąc dyplomu tylko po to, żeby otrzymywać to swoje stypendium. Wykorzystał pan w skandaliczny sposób lukę w testamencie wuja, ponieważ jest pan playboyem i dyletantem bez chęci do pracy, zdobycia posady i odpłacenia społeczeństwu za znoszenie pańskiego istnienia. Jest pan oportunistą. Jest pan nieodpowiedzialny. Jest pan trutniem.

Skinąłem głową. — W porządku. Zaspokoił pan moją ciekawość co do pańskiego sposobu myślenia. Dziękuję.



7 из 179