Wykonała pracę zduna.Jeże igieł dostarczyły,A dzięcioły z całej siłyDeski nimi przybijałyDo podłogi i powały.Pracowali wszyscy zgodnieI w niespełna dwa tygodnieSklep stał całkiem już gotowyNa polanie wśród dąbrowy.Wnet borsuki, tchórze, kozłyNajróżniejszy prowiant wiozły:Sadło, kaszę i serdelki,I przysmaków wybór wielki.Oprócz tego sklep był pełnyCiepłych futer, pierza, wełny,Ptasich czubków, barwnych piórekI kapturków dla wiewiórek.A za ladą lis MikitaKupujących grzecznie wita,Tu odważy, tam odmierzy,Towar dobry, tani, świeży.Nikt nikogo nie oszwabia,Nikt na nikim nie zarabia,Bo gdzie łączą wspólne cele,Tam są wszyscy przyjaciele.Sklep szedł odtąd jak najlepiej,Każdy wszystko dostał w sklepieI w powszechnym dobrobycieUpływało leśne życie.A kukułka z przyjaciółkąWciąż latały tylko w kółkoI na przekór innych ptakomUłożyły piosnkę taką:– Powiedzcie, jaskółki,Ku – ku,Gdzie mam kupić bułki?Ku – ku!W spółdzielczym sklepie,Ku – ku,Kupisz najlepiej,Ku – ku!– Powiedzcie mi, kraskiKu – ku,Gdzie mam kupić placki?Ku – ku!– W spółdzielczym sklepie,Ku – ku,Kupisz najlepiej,Ku – ku!– Powiedzcie, słowiki,Ku – ku,Gdzie kupić pierniki?Ku – ku!– W spółdzielczym sklepie,Ku – ku,Kupisz najlepiej,Ku – ku!Tak śpiewały i kukałyDwie kukułki przez dzień cały.Bury wilk przed sklepem swoimStał i patrzył z niepokojem.Wreszcie zamknął go na kłódkęI opuścił las ze smutkiem.– Trudno! – westchnął ryś Bazyli.


16 из 44