A jeszcze, że kot musi drapać,Że kura nie daje się złapać,Że nie można gryźć w nogę sąsiadaI że z nieba kiełbasa nie spada,A ostatni smuteczek jest o to,Że człowiek jedzie, a piesek musi biec piechotą.Lecz wystarczy pieskowi dać mleczkoI już nie ma smuteczków nad rzeczką.
PALI SIĘ!
Leciała mucha z Łodzi do Zgierza,Po drodze patrzy: strażacka wieża,Na wieży strażak zasnął i chrapie,W dole pod wieżą gapią się gapie.Mucha strażaka ugryzła srodze,Podskoczył strażak na jednej nodze,Spogląda – gapie w dole zebrali się,Wkoło rozejrzał się – o, rety! Pali się!Pożar widoczny, tak jak na dłoni!Złapał za sznurek, na alarm dzwoni:– Pożar, panowie! Wstawać, panowie!Dom się zapalił na Julianowie!Z łóżek strażacy szybko zerwali się –Pali się!Pali się!!Pali się!!!Pali się!!!!Fryzjer zobaczył łunę z oddali:– Co to się pali? Gdzie to się pali?Na Sienkiewicza? Na Kołłątaja?Czy też w Alei Pierwszego Maja?Może spółdzielnia? Może piekarnia?Łuna już całe niebo ogarnia.Wstali strażacy, szybko ubrali się.Pali się!Pali się!!Pali się!!!Pali się!!!!Wyszli na balkon sędzia z sędziną,Doktor, choć mocno spał pod pierzyną,Wybiegł i patrzy z poważną miną.Z okna wychylił głowę mierniczy,A już profesor z przeciwka krzyczy:– Obywatele! Wiadra przynieście!Wszyscy na rynek! Pali się w mieście,Dom cały w ogniu, zaraz zawali się!Pali się!Pali się!!Pali się!!!Pali się!!!!Biegną już ludzie z szybkością wielką:Więc nauczyciel z nauczycielką,