– A nic. Nudzi mi się.– Czy chciałby pan wyjść zza tych krat?– Pewnie. Przynajmniej bym pana zjadł.
Małpy
Małpy skaczą niedościgle,Małpy robią małpie figle –Niech pan spojrzy na pawiana:Co za małpa, proszę pana!
SIEDMIOMILOWE BUTY
Siedmiomilowe buty
Pojechał Michał pod Częstochowę,Tam kupił buty siedmiomilowe.Co stąpnie nogą – siedem mil trzaśnie,Bo Michał takie buty miał właśnie.Szedł pełen dumy, szedł pełen butyW siedmiomilowe buty obuty.W piętnaście minut był już w Warszawie:– Tutaj – powiada – dłużej zabawię!Żona spojrzała i zapłakała:– Już nie dopędzę mego Michała!Dzieci go ciągle tramwajem gonią,A on już w Kutnie, a on już w Błoniu.Wybrał się Michał z żoną do kina,Lecz zawędrował do Radzymina.Chciał starszą córkę odwiedzić w mieście,Adres – wiadomo – Złota 30.Poszedł piechotą, bo było blisko,Trafił na Złotą, ale w Grodzisku.Raz się umówił z teściem na rynku,Zanim się spostrzegł – był w Ciechocinku.Pobiegł z powrotem, myśląc, że zdąży,I wnet się znalazł na rynku… w Łomży.Chciał do Warszawy powrócić wreszcie,Ale co chwila był w innym mieście.W Kielcach, w Kaliszu, w Płocku, w SzczecinieI w Skierniewicach, i w Koszalinie.Nie mógł utrafić! Więc pod OpocznemJęknął żałośnie: – Tutaj odpocznę!Usiadł i spojrzał ogromnie strutyNa swoje siedmiomilowe buty,Zdjął je ze złością, do wody wrzuciłI na bosaka do domu wrócił.