– Jestem twoją przyjaciółką. A to wielka różnica. – Robert nie wytrzymał z żadną ze swoich dziewczyn dłużej niż dwa miesiące. – Ale ponieważ i tak wybierałam się na imprezę do Monty'ego, cieszę się, że będziesz mi towarzyszył. – Od czasu do czasu musiała mu przypomnieć, że nie była na każde jego skinienie. Nawet za cenę wyrzeczenia się dobrej kolacji w jakiejś modnej restauracji. A co tam, własnoręcznie zrobiona kanapka w zupełności wystarczy.

A potem, gdy już uznała, że utarła mu trochę nosa i wprowadziła nieco zamętu do jego uporządkowanego świata, nadstawiła mu policzek do pocałowania. I jak zwykle pod wpływem niewinnego, przyjacielskiego gestu Roberta aż zadrżała z podniecenia.

Oczywiście mogła przedłużyć ten uścisk, jak również przedłużyć lunch, delektując się jeszcze kawą i deserem, ale rola młodszej siostry, w jaką się wcieliła, wymagała zachowania dystansu.

– Dzięki za lunch, Robercie – rzuciła z wymuszoną swobodą. – Do zobaczenia w sobotę. – A potem, nie oglądając się za siebie, wyszła z restauracji.

Dzisiaj było jej trudniej nie wypaść z roli. O wiele trudniej. Robert nie był aktualnie z nikim związany, nie spieszył się do żadnej ślicznotki. Może dlatego narobiła tyle zamieszania z powodu głupiej sukni. Nie tyle po to, by rozbawić Roberta, ale by opędzić się od niebezpiecznych myśli.

Jakże byłoby miło zapomnieć o przymiarce i zaproponować mu spacer po parku, wziąć go za rękę, a potem pod pretekstem pokazania nowego komputera zaciągnąć do swego mieszkania i tam napoić kawą i brandy…

Kłopot jednak polegał na tym, że zbyt dobrze znała. Roberta. Znała wszystkie jego słabostki. Dziś, gdy rzuciła go dziewczyna, z czym nie potrafił się jeszcze pogodzić, być może zechciałby sprawdzić, co Daisy Galbraith ukrywa pod niezbyt kobiecymi fatałaszkami, w których zwykle paradowała.

Ale co byłoby jutro? Albo za tydzień? A może nawet za miesiąc czy dwa, gdy jakaś inna, elegancka i piękna kobieta zawróci mu w głowie?



9 из 116