Wtedy nie byłoby już nic. Skończyłyby się wspólne lunche, weekendowe wypady na ryby czy do parku. Wiedziała, że nie mogliby się już spotykać, bo czuliby się w swym towarzystwie bardzo niezręcznie.

Co gorsza, musiałaby udawać, że nic się właściwie nie stało. W przeciwnym wypadku jej brat, Michael, nigdy nie wybaczyłby swemu najlepszemu przyjacielowi, że ten złamał jej serce.

Czasami desperacko rozważała takie rozwiązanie, łudząc się, że romans z Robertem być może wyleczyłby ją z tego fatalnego zauroczenia. Ale za każdym razem beształa się w myślach za tak idiotyczny pomysł. Mogła być szalona, ale nie była głupia. Kochała go od chwili, gdy ze swego wysokiego krzesełka zerkała zalotnie na siedmiolatka, który przychodził do jej brata na podwieczorek.

A poza tym wyleczenie się z tej miłości było ostatnią rzeczą na ziemi, na jakiej jej zależało.

– Jeszcze kawy, proszę pana?

Robert zaprzeczył ruchem głowy, zabrał z tacki kartę kredytową, a potem, pod wpływem nagłego impulsu, poderwał się od stolika i szybko pomaszerował w stronę drzwi, mając nadzieję, że złapie tam jeszcze Daisy i razem przejdą przez park. Daisy lubiła spacerować i zawsze nosiła wygodne buty. Była miłym kompanem. Od zawsze – nawet już wówczas, gdy jako małe dziecko, wiecznie włóczyła się za nim i za Michaelem.


Robert zmarszczył brwi. Żółć? Co złego jest w żółci lub w… kaczątkach?

Stojąc na chodniku przed restauracją, wypatrzył wśród tłumu falującą burzę jasnych włosów. Daisy właśnie wchodziła do parku i Robert zrozumiał, że już nie zdoła jej dogonić. No cóż, zobaczą się w sobotę. Ale gdy wsiadał do taksówki, miał iście gradową minę.

O dziesiątej… Co na Boga Daisy zamierzała robić do dziesiątej wieczorem?


Patrząc na siebie, rozebraną do bielizny, w rzędzie ogromnych luster, Daisy czuła się coraz bardziej nieswojo. Poczuła natomiast wdzięczność, gdy wreszcie odziano ją w żółty aksamit, mimo że fason sukni uznała za okropny. Miast maskować wady, jeszcze bardziej podkreślał jej zbyt szczupłą i płaską figurę.



10 из 116