Nie, coś mi tutaj nie pasuje, świat wewnętrzny może być wielki, wspaniały i wcale nie destruktywny.

Może być potęgą i budować, tworzyć nowe przestrzenie, które w sposób zgodny i harmonijny będą stykać się ze światem zewnętrznym. Nie można doprowadzić do stanu, że oba światy zaatakują jednocześnie, tak jak się to stało w październiku.

Pragnę tej wolności duszy, którą przybliżam przez burze, umierania, sensacje, a można tego dokonać odzyskując spokój.

Muszę znaleźć sposób, by ponownie nie narosły we mnie rany, blizny, agresje, obsesje i nie eksplodowały tym razem siłą ostateczną.

Najpierw muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcę żyć.

Stało się, zadałam w końcu to pytanie i poczułam się ponownie pozostawiona w ślepej uliczce. Nie wiedziałam tego, to było takie pozornie proste, a ja tego nie wiedziałam. Jeżeli zadałam sobie w październiku cios ostateczny, to co nagle miało się zmienić w sposobie mego myślenia? To prawda, dotknęłam blisko śmierci, spotkałam się z nią tak mocno, tak namacalnie, czy to miało wystarczyć, by zmieniło się moje życie?

Czy spotkanie w przedsionku wieczności wystarczyło, by zacząć przewartościowywać życie, poczuć je inaczej? Co naprawdę się wydarzyło podczas 19 dni agonii? Jak mocno dotknęłam siebie, by odwrócić bieg destrukcji w budowaniu wszystkiego od nowa?

Leżałam godzinami w łóżku i starałam się dowiedzieć wszystkiego o sobie, co naprawdę się wydarzyło. Ta niepojęta moc, która we mnie tkwiła, w końcu przeskoczyła na inny tor, który miał mnie doprowadzić do prawdy o sobie i prawdy o człowieku.

Dzisiaj nadal nie wiem, czy do końca chciałam ją poznać, dzięki prawdzie ocaliłam siebie.



15 из 147