Kończył się rok 1990, rok, którego miałam nie przeżyć. Podsumowanie było dla mnie pesymistyczne.

Odchodzi ten rok, dekada, wielce niesamowita. Jestem odstawiona na boczny tor zawodowo, zdruzgotana emocjonalnie, podupadła zdrowotnie. Ładny finisz w 31 roku życia.

Rok temu postanowiłam zerwać z całym światem i to mi się udało. Teraz postanowiłam powrócić do życia, radować się nim.

Nie mogłam przewidzieć, że nadchodzący rok będzie przełomowym i pełnym gwałtownych przeżyć, także okrutnych.

2 stycznia 1991 roku dostałam wyczekiwaną kartkę od Tadeusza.

„Droga Basiu, na Nowy Rok przesyłam Ci myśli Hioba, wierząc, że są one najlepsze dla wyjaśnienia tego, co czuję sam, wiedząc o Twoim cierpieniu, świadomym i szalonym.

Ale widać tak być miało, tak chciałaś wyrazić swoją moc – i – niemoc, swój gniew i miłość.

Wiele rzeczy jest dla mnie niezrozumiałych, ale przez to pouczających. W chwili złości napisałem dla Ciebie takie instrukcje, ale dopiero teraz je wysyłam:

Pozostać trudniej niż wskoczyć w przepaść a potem odfrunąć jak otruty motyl

Usłyszeć łatwiej słów kilka Anioła gdy rozbitej lutni prowadzą go widma

Wirują mocniej minuty bezludne wiatr skrzydła rozrywa to już jest południe

Ogrodnik patrzy cicho by nie spłoszyć chwili nad nim niebo i ból i – rój motyli

Całuję Ci mocno

T.”

Czarek, uczeń i przyjaciel Tadeusza, powiedział wcześniej Ance, że jest to psychoza i że od tego są psychiatrzy. Na szczęście mi tego wcześniej nie powtórzyła. Byłby to koniec, zamilkłabym dla świata w poczuciu odrzucenia. I tak te słowa najbardziej bolały, chyba nawet do dzisiaj. Jednak coś przekonało Tadeusza, by do mnie zwrócić się tym symbolicznym tekstem.

Trafił w dziesiątkę, wywołał lawinę w podświadomości.

Czekałam na wiadomość od Tadeusza i nie rozumiałam, dlaczego tak długo z tym zwleka.



18 из 147