Wyładowałam całą agresję we śnie. Ale się napracowałam, zabijałam i dobijałam.

Żyję. I jest to fakt oczywisty.

Próbuję siebie ratować, bo rozpoczęłam analizę swego stanu.

Rosiek, szalone dziecko, pacjentka. Są momenty, że nieruchomieję i świat zewnętrzny, który puka do mnie, zmusza do poruszenia, to znaczy, ja się do tego zmuszam, by odpowiedzieć na jakieś pytanie, zareagować.

Byłam taka nieobecna, teraz to czuję.

Tadeuszu, jesteś mądry i dobry. Czarek nie mógł przyjechać do mnie i odjechać. Mógł poruszyć zbyt głęboko rozpacz, a ja mogłam tego nie przetrzymać. Dlatego zrobili to przez Ankę, drogą okrężną, by złagodzić cios informacyjny. Jestem w rozsypce i ładowanie we mnie zbyt wiele może jedynie doprowadzić do spustoszenia i katastrofy. Przecież Tadeusz nie może wiedzieć na odległość, ile jestem w stanie przyjąć bez nowej tragedii. Liczyli na coś innego, że Anka przyjmie to spokojniej. Nie przewidzieli, że dla Anki to też będzie za dużo, nie widzieli jej rozpaczy, kiedy umierałam. I ja niczego nie wyjaśniająca, stały jej lęk i niepewność, co jeszcze uczynię. A ja zapatrzona w swoje szaleństwo nie pomagałam jej w niczym.

Tadeuszu, Tadeuszu, co ze mną będzie? Czy wytrzymam samotność? Nie byłam przygotowana na powrót tutaj. Teraz już wiem, że tamta decyzja była ostateczna. Byłam przerażona, że mnie odratowano.

Ojciec mnie zdradził. Ojciec, który chciał mego przyjścia na świat, popadł w alkoholizm i wyzywał mnie, 14-letnią, od kurwy. Znieruchomiałam na przyjazny gest ze strony mężczyzny.

Byłam wtedy czysta, ból byt nie do wytrzymania. Zabijałam go w sobie bezsensownym buntem, alkoholem, narkotykami, autoagresją. Kłamstwo rodziło kłamstwo, aż przyszedł gwałt, który był dopełnieniem.



30 из 147