
Demon śmierci podstępnie czuwał.
9 lutego
Boże, jaka byłam okrutna wobec siebie. Jeszcze sobie nie ufam. Nadal stanowię dla siebie zbyt wielkie zagrożenie, lecz być może…
Projektuję na pewnych mężczyzn gwałciciela. Czego od nich oczekuję? Przytulenia zamiast skrzywdzenia.
Wolałam umrzeć. Jak teraz unieść prawdę? Jak siebie teraz unieść?
Dzisiaj nie czuję ulgi. Dzisiaj ponownie czuję przerażenie, bo znowu dotknęłam prawdy i moja rozpacz się pogłębiła.
Tadeuszu, co ze mną będzie?
Jak to wytrzymać? Czy wyznanie prawdy wystarczy, by wejść w życie? Nie. Potrzeba to wszystko przewartościować. Czy zdążę, czy dam sobie szansę?
Jak ja to zrobiłam, że zniszczyłam siebie, tak, właśnie tak, po prostu zniszczyłam siebie.
10 lutego
Tadeuszu, miałam sen. Jeździłam konno po lesie, ścigana przez tajemniczego mężczyznę o bardzo silnej władzy, chcącego mnie skrzywdzić – gwałciciela? Wszystkie ścieżki urywały się w gąszczu, a ja znalazłam się w pułapce, w małej skrzyni. Jak niewolnica. Nadal jestem zniewolona, nadal czuję się jak w pułapce.
We śnie pomagał mi przez chwilę brat, który mnie opuścił, zostawił w lesie.
Kiedy byłam mała, nie chciałam być dziewczynką, weszłam w męskość, bo to mój brat był wybrany przez matkę, on był jej wyczekiwanym dzieckiem, nie ja. Chciałam zająć miejsce brata, nie wystarczyła mi miłość ojca. A potem ojciec zaczął pić i już nikt mnie nie kochał, a do tego zdradził mnie przekleństwami, moralnym znęcaniem się. Obcy mężczyzna dopełnił gwałtu, brutalnego gwałtu seksualnego. A ja skamieniałam do końca. Ile projekcji było później.
Tadeusz i Czarek byli dla mnie ojcem i synem, czyli moim ojcem i bratem.
Jestem skrajnie wyczerpana. W ciągu 10 dni doszłam do zarodka samej siebie i być może się rozwinę, narodzę, urosnę. Jeżeli po drodze nie dokonam aborcji. Nie wiem, czy moja matka chciała mnie usunąć, nie pozwalał jej na to, na poziomie świadomym, nakaz religijno -moralny. Nie wiem, co czuła, co myślała.
