
Aborcji siebie dokonałam na ginekologii!!! Zabiłam siebie na ginekologii. Boże, jak to się wszystko układa.
Tadeuszu, zrobiłam straszną rzecz wobec Ciebie. Walnęłam w Ciebie moim samobójstwem i jednocześnie z deklaracją milczenia. Wybacz mi to.
Boże, świadomość rozświetla się z każdą minutą.
Moje drzewo, które namalowałam przed aborcją – samobójstwem, kula ognista w korzeniach, rozszczepiająca drzewo – schizofrenia od początku istnienia! Śmierć od początku istnienia!
Chciałam to drzewo przestać Tadeuszowi, ale wtedy był „moim ojcem”.
Spośród trzech możliwych dróg, Tadeuszu: samorozwoju, samobójstwa, schizofrenii, wybrałam dwie – samobójstwo i schizofrenię. I ostatecznie, w psychozie, popełniłam samobójstwo.
Dlaczego tak się stało?
Byłam swoją matką i ojcem, i bratem, i nie było mnie. Mój cień mnie zniszczył, bo nie chciałam się z nim zintegrować, broniłam się przed nim zaciekle. I była to walka na śmierć i życie. I wzięłam z matki aborcję siebie, zamiast wybrać życie dane mi od ojca. Żyłam w piekle, wszystko robiłam, by się unicestwić, dlatego nie mogłam sobie poradzić z narkomanią, mimo że byłam w abstynencji, miałam „duszę narkomana", zależną od gestu matki, która jednym cięciem skalpela mogła mnie zniszczyć. I tak ja wycinałam siebie po kawałku, wyrostek, migdały, wreszcie jajniki, a kiedy nie udało mi się dobić ani operacjami, ani narkotykami, ani alkoholem, więc zrobiłam to ostatecznie.
Milczenie tak okrutne wobec siebie, tak jak ojciec milczał wobec mnie, a kiedy się odzywał, dopełniał aktu zniszczenia moralnego.
Gwałt, kiedy miałam 16 lat, chodziłam z chłopakami, miałam szansę stać się kobietą, lecz po gwałcie wszystko się we mnie zamknęło.
Wybacz, Czytelniku, pewien chaos w zapisie, pragnę wiernie odtworzyć krok po kroku etapy mego przebudzenia, jakże cennego, bez terapeutów, bez leków. Wszystko stało się dzięki poruszeniu podświadomości i mojej w końcu gotowości pracy nad sobą.
