Powoli odkrywałam prawdę, oddzielałam od kłamstwa, od zafałszowania mechanizmami obronnymi. Pragnę wiernie w tekście odtworzyć autoanalizę. Dzień po dniu dowiadywałam się nowych rzeczy o moim życiu, przecież przeżytym, tylko zapomnianym.

Ewa miała wielu kochanków, a ja pozornie radziłam sobie z seksem i brakiem miłości. Akceptowałam, kiedy miała kochanka, nie była taka agresywna wobec mnie, nie raniła mocniej, jej tendencje do niszczenia mężczyzn słabły. I w końcu dwa lata temu, w sierpniu, spotkałyśmy się w łóżku. Nie był to akt homoseksualny. Nadal pragnę mężczyzny jako partnera, pragnę miłości mężczyzny i pragnę kochać.

Zostałyśmy kochankami na miesiąc. Już wtedy chciałam się zabić, jednak miałam przed sobą obóz higieny psychicznej i mówiłam sobie – może tam się uratuję. Jak było na obozie, wiesz, zrobiłeś wszystko, by mnie podnieść, wyczułeś, że jestem na skraju przepaści.

Po obozie powróciłam do mego cienia – Ewy, dręczyła mnie swoją agresją, chociaż czasami potrafiłam się obronić.

Wśród wielu kochanków znalazła męża – moją projekcję gwałciciela, mego animusa. Chyba podświadomie chciałam zająć jej miejsce, chciałam jego ciepła i czułości. I to wszystko stało się tamtej nocy. Zostałam „zgwałcona” ponownie, lecz bez tamtego okrucieństwa. Ewa doprowadziła do tej sytuacji, a ja się poddałam. Broniłam się przed tym, lecz Ewa nalegała, on był gotowy i poszliśmy do łóżka.

Rano chciałam się powiesić, było to miejsce święte dla mnie, domek babci, która mnie kochała.

Zbrukałam je.

Byłam opętana przez Animusa – gwałciciela i przez 16 lat szukałam go po to, by przekonać samą siebie, że mężczyzna nie jest okrutny. Gwałt byt bardzo brutalny, jedynie, czego nie zrobił gwałciciel, to nie zabił mnie na koniec.

Tym samym byłam przez całe życie okrutna wobec siebie, to było we mnie z Animusa.



36 из 147