
– Słowo daję, nie wiem. E-maile. Korespondencję. Strony internetowe. Fora, w których uczestniczył. Cokolwiek, co może dostarczyć wskazówek. To nie praca naukowa. Sprawdza się dostępne informacje, licząc, że na coś się trafi.
– Dobrze – zgodziła się Linda Coldren po chwili.
– A pani ma jakichś wrogów?
Na jej twarzy pojawił się półuśmiech.
– Bez liku – odparła. – Jestem czołową golfistką świata.
– Czy kogoś z nich byłoby stać na coś takiego?
– Nie. Nikogo.
– No, a pani mąż? Czy któryś z jego wrogów mógłby go nienawidzić aż tak?
– Jacka? – Zmusiła się do śmiechu. – Jego wszyscy kochają.
– To znaczy?
Potrząsnęła głową i tylko machnęła ręką.
Myron zadał jeszcze kilka pytań, ale niewiele więcej mógł z niej wydobyć. Spytał, czy może wejść na górę do pokoju Chada. Zaprowadziła go po schodach.
Tuż po otwarciu drzwi w oczy rzuciły mu się trofea. Mnóstwo. Wszystkie związane z golfem. Wszystkie zwieńczone brązową figurką mężczyzny z wysoko uniesioną głową, ciałem skręconym tuż po uderzeniu piłki i kijem golfowym nad ramieniem. Niektórzy z miniaturowych golfiarzy nosili czapki do golfa. Część miała krótkie, faliste włosy jak futbolista Paul Horaung na starych kronikach sportowych. W prawym kącie stały dwa skórzane worki, wypchane ponad miarę kijami golfowymi. Ściany były pokryte zdjęciami Jacka Nicklausa, Arnolda Palmera, Sama Sneada, Toma Watsona, a podłogę zaścielały numery miesięcznika „Golf Digest”.
– Chad gra w golfa? – spytał.
Linda Coldren spojrzała na niego wymownie. Napotkał jej wzrok i mądrze skinął głową.
– Moja genialna dedukcja niektórych onieśmiela – dodał. Niemal się uśmiechnęła. Rozbrajający Myron Bolitar, mistrz łagodzenia napięcia.
– Mnie nie – odparła.
– Jest dobry?
– Bardzo dobry. – Raptem się odwróciła i stanęła plecami do niego. – Coś jeszcze panu potrzeba?
– Nie w tej chwili.
– Będę na dole.
