
Myron skinął głową. Miała rację.
– Rozumiem – rzekł.
– To dobrze.
– Czy po telefonie porywacza zadzwoniła pani do kolegi syna? Tego, u którego mógł przebywać?
– Do Matthew Squiresa. Tak.
– Nie domyślał się, gdzie jest Chad?
– Nie miał pojęcia.
– Przyjaźnią się, czy tak?
– Tak.
– Bardzo blisko?
Zmarszczyła brwi.
– Tak.
– Matthew często do niego dzwoni?
– Tak. Kontaktują się też przez Internet.
– Jaki jest numer jego telefonu?
– Powiedziałam przecież, że z nim rozmawiałam.
– Mimo to proszę o podanie – odparł. – Cofnijmy się jednak na moment. Kiedy ostatni raz widziała pani syna?
– W dniu zniknięcia.
– Co się stało?
– Jak to, co się stało? – Ponownie zmarszczyła brwi. – Pojechał na letnią szkołę. Więcej go nie widziałam.
Myron przyjrzał się jej. Milczała, przyglądając się mu nazbyt uporczywie. Coś się tu nie zgadzało.
– Zadzwoniła pani do szkoły i sprawdziła, czy dojechał?
– Nie pomyślałam o tym.
Myron zerkał na zegarek. Piąta po południu. Piątek.
– Wątpię, czy kogoś tam zastanę, ale spróbuję. W domu jest więcej telefonów?
– Tak.
– Niech pani nie korzysta z tego, na który zadzwonił porywacz. Niech ta linia będzie stale wolna.
Skinęła głową.
– Dobrze.
– Czy syn ma karty kredytowe, bankomatowe lub podobne?
– Tak.
– Poproszę o ich wykaz. I numery, jeśli je pani zna.
Ponownie skinęła głową.
– Skontaktuję się ze znajomą, sprawdzę, czy da się podłączyć do tej linii identyfikator numeru dzwoniącego. Żeby go namierzyć, gdy zadzwoni. Chad, jak słyszałem, ma komputer.
– Tak.
– Gdzie stoi?
– W jego pokoju.
– Prześlę do mojego biura wszystko, co jest na dysku. Moja asystentka, Esperanza, dokładnie to zbada. Może coś znajdzie.
– Na przykład?
