
– Matka Wina.
Myron zesztywniał. Serce zjechało mu nagle w ciemny szyb. Otworzył usta, zamknął je i czekał. Starszy pan wysiadł z samochodu i ruszył do wejścia. Po dziesięciu sekundach Myron podążył za nim.
– Win nie pomoże – powiedział.
Buckwell skinął głową.
– Właśnie dlatego zwróciłem się z tym do pana. Podeszli ceglanym chodnikiem do uchylonych drzwi. Buckwell pchnął je lekko.
– Linda?
Linda Coldren, wysoka brunetka z krótkimi sprężystymi włosami, stała przed telewizorem. Białe szorty i żółta bluzka bez rękawów odsłaniały jej gibkie, wysportowane nogi i ręce o gładkich, długich mięśniach, które uwydatniała opalenizna. Zmarszczki przy oczach i ustach świadczyły, że kobieta ma pod czterdziestkę, ale Myron od razu zrozumiał, dlaczego jest ulubienicą reklamodawców. Była w niej drapieżna kobiecość, piękno płynące nie tyle z subtelności, co siły.
Śledziła transmisję z turnieju. Na telewizorze stały rodzinne zdjęcia w ramkach. Kąt pokoju zajmowały obłożone poduchami duże kanapy ustawione w kształt litery V. Dyskretny wystrój jak na golfistów. Bez trawiastej wykładziny. Bez dołka. Bez golfowych ozdóbek, estetycznie stojących o parę klas niżej od, na przykład oleodruków z psami grającymi w pokera. Bez kubka z kołeczkiem i piłeczką, zwieszającego się z łopat łosia.
Linda Coldren znienacka strzeliła okiem w ich stronę, omijając Myrona i trafiając w ojca.
– Pojechałeś po Jacka – wypaliła.
– Nie skończył rundy – usprawiedliwił się Bucky.
– Zalicza osiemnasty dołek. – Skinęła w stronę telewizora. – Sądziłam, że na niego zaczekasz.
– Przywiozłem za to pana Bolitara.
– Kogo?
– Myron Bolitar – przedstawił się z uśmiechem Myron, robiąc krok do przodu.
Linda Coldren zerknęła na niego i spojrzała na ojca.
– Kto to jest?
– Poleciła mi go Cissy – odparł Bucky.
