Westchnęła i pomyślała, że zaczyna być śmieszna. Coś dziwnego działo się z nią od pewnego czasu. Coś, co pod wpływem bliskości tego tajemniczego mężczyzny jeszcze się wzmagało.

Samochód nagle podskoczył. Droga robiła się coraz bardziej wyboista.

– Czy zapięłaś pasy? – zapytał Mike.

– Tak – skłamała. I szybko to zrobiła.

Ostatni odcinek drogi był przerażająco śliski i pełen głębokich dziur. Po obydwu stronach rosły rozłożyste drzewa, których długie gałęzie smagały karoserię wozu. Przejechali przez oblodzony mostek. Panowały głębokie ciemności. Niebo przesłaniały czarne chmury, śnieg gęstniał z minuty na minutę, świst wiatru stawał się coraz przeraźliwszy.

Maggie zaczęła nagle odczuwać strach pomieszany z podnieceniem. Tej nocy czyhało na nią niebezpieczeństwo. Monotonne, codzienne życie dziewczyny wydawało się tak odległe. Ale co tam. Maggie pocierała spocone dłonie i cieszyła się, że przeżywa tak emocjonującą przygodę.

– Gdybym miał trochę rozumu w głowie, zawróciłbym i zawiózłbym cię do pierwszego lepszego motelu – odezwał się Mike.

Maggie nie zareagowała. Wiedziała, że za chwilę dotrą do celu podróży. Czuła to.

I rzeczywiście, już po kilku minutach zobaczyli w oddali słabe światło, które wyraźnie zbliżało się ku nim.

Mike zatrzymał samochód pod wysoką latarnią i odkręcił szybę. Znajdowali się na podjeździe dużego domu.

– Wygląda to rzeczywiście jak scena z Hitchcocka – mruknął Mike.

Maggie wygramoliła się z wozu i odetchnęła mroźnym powietrzem. Zobaczyła budynek ogromnych rozmiarów.

Dom był dwupiętrowy, zbudowany z wielkich ciosanych kamieni, z dużą werandą na poziomie pierwszej kondygnacji. Na parapetach długich ciemnych okien zalegały zwały śniegu. Balkony z czarnego kutego żelaza sterczały nad płynącą tuż obok wartką rzeką.

Maggie wstrzymała dech. Spodziewała się sympatycznej wiejskiej posiadłości, ale nie czegoś tak ogromnego i ponurego.

Olbrzymie dęby i klony wyciągały długie oblodzone gałęzie podobne do ramion gigantów. Ich kryształowe palce drżały na wietrze. Nie było żadnych innych zabudowań. Żadnych śladów stóp. Żadnego śladu życia. Tylko duchy mogły czuć się tu u siebie. Duchy, księżniczki, wiedźmy i wampiry…



12 из 104