– O Boże, nie mów mi, że ci się tu podoba – wzdrygnął się Mike.

Zaczął wyjmować z wozu bagaże. Maggie usiłowała mu pomóc.

– Dziękuję, ale dam sobie radę – mruknął. – Lepiej uważaj, żeby się nie poślizgnąć.

Chwycił ją nagle silnie za ramię, bo o mały włos nie straciła równowagi.

– Jeżeli ten dom jest taki sam w środku, jak na zewnątrz… – westchnął.

– Wiem, wiem – uspokajała go Maggie. – Wtedy zawrócimy i pojedziemy do pierwszego lepszego motelu.

Pomyślała sobie jednak, że Mike z pewnością nie zechce spędzić jeszcze kilku godzin na ryzykownej jeździe przez śnieżną zawieję.

– Żebyś wiedziała – mruknął i puścił jej ramię.

– Oczywiście – uspokajała go.

Mike wciąż był ponury. No cóż, nie zamierzała się zastanawiać nad jego humorami. Podniosła głowę i przyjrzała się domowi.

Zorientowała się szybko, że nawet gdyby spieniężyła wszystko, co posiada, nie zgromadziłaby dość gotówki, by doprowadzić tę ruderę do jako takiego stanu, nie mówiąc już o kosztach utrzymania. Zresztą, gdyby sobie nawet mogła na to pozwolić, ładowanie pieniędzy w coś tak monstrualnego nie miałoby żadnego sensu.

Och, dziadku, myślała, jak mogłeś mi coś takiego zrobić? Gdybyś zapisał mi rybacką chatkę nad morzem albo niewielki stary wiejski domek… Może wtedy zdobyłabym się na remont i miałabym własną letnią rezydencję. Nie wymagałoby to w końcu całkowitej zmiany stylu życia.

Ten wielki dom był niesamowity. Dzięki niemu mogły się spełnić marzenia Maggie. Niespodziewanie stała się współwłaścicielką dużej połaci ziemi, mogła cieszyć się swobodą i podziwiać uroki tej wspaniałej, dzikiej okolicy.

Nabrała powietrza w płuca, powiodła wzrokiem od parteru po czubek komina i nagle uświadomiła sobie, że nigdy nie zrezygnuje z prezentu od Dziadziusia.



13 из 104