Ale co tam pajęczyny, co tam kurz. Maggie obracała się dokoła własnej osi, wydając okrzyki zachwytu na temat coraz to odkrywanych cudów. Co za wspaniałości! Co za niespodzianki! Mosiężne i kryształowe żyrandole! Marmurowe kominki! Na oknach wystrzępione brokatowe zasłony, zakończone grubą frędzlą. Wyblakłe, ale jakże wytworne.

Trochę pięknych, starych mebli. Na środku jednego z pokojów stała przepiękna lampa z wykończonym frędzlami abażurem. W innym pokoju królowały dwie kanapy, pokryte grubym aksamitem koloru starego burgunda, i dwa niskie stoły – jeden okrągły, drugi podłużny i wąski, obydwa pokryte zielonym suknem.

– Mike, popatrz tylko, nie mam pojęcia, do czego one mogły służyć…

W głębi domu znajdowała się ogromna kuchnia. Spiżarnia była większa niż sypialnia Maggie, a kuchenka miała chyba ze dwa metry szerokości. W jednej ze ścian znajdowało się coś w rodzaju okienka. Maggie otworzyła drzwiczki i odkryła windę.

– Ianelli! Gdzie ty się, u licha, podziewasz? Chodź i zobacz to!

Wbiegła na podest schodów i wodząc ręką po mahoniowej poręczy szybko pobiegła na górę. Zdyszana zatrzymała się na pierwszym piętrze i włączyła kontakt. Gdy rozbłysło światło, zmrużyła ze zdziwienia oczy.

Okazało się, że na górze znajduje się ponad dwanaście sypialni, z których wszystkie z wyjątkiem jednej miały na drzwiach numery wycięte z delikatnej złotej blaszki. W pierwszej znajdowało się łóżko z zaśniedziałymi mosiężnymi kolumienkami i wyblakłymi szkarłatnymi draperiami z czystego jedwabiu.

Ściany pokoju wymalowane były na jaskrawoczerwony kolor.

Następna sypialnia była cała różowa, jeszcze następna seledynowa, pozostałe zaś to: biała, czerwona i niebieska.

Po dyskretnej elegancji, jaką odznaczały się pomieszczenia parteru, wszystko tu było wręcz zaskakująco wulgarne. Maggie nie mogła się oprzeć raczej zdrożnym myślom.

– Co tam z tobą, Maggie? – krzyknął z dołu Mike.



17 из 104