Przysiadł obok niej i powoli sączył whisky ze swego kubka.

– Mój dziadek był też jeszcze młody, kiedy w tysiąc dziewięćset dwudziestym dziewiątym rozpoczął się wielki kryzys.

– Kochałeś swojego dziadka? – zainteresowała się Maggie. – Byliście zaprzyjaźnieni?

Może nie powinnam go pytać o jego prywatne sprawy, pomyślała z obawą. Ale po chwili uspokoiła się.

– Owszem, kochałem go – odparł Mike – chociaż bardzo często sprzeczaliśmy się. W końcu rozstaliśmy się z dość zasadniczych względów. Dziadek stawiał rodzinę na pierwszym miejscu. Dla jej dobra nie wahał się kłamać, oszukiwać, a nawet kraść, jeżeli nie mógł postąpić inaczej. Więc nie dziw się swojemu dziadkowi. Takie były wtedy czasy.

– Wciąż nie wiem, jak nasi dziadkowie się poznali… – zastanawiała się Maggie.

– Myślę, że nigdy się tego nie dowiemy.

– … i dlaczego nam przypadł ten spadek. Dziadek miał czworo dzieci, wszystkie jeszcze żyją. Miał też niezliczoną liczbę wnuków…

Pomyślała o jego liście i zamilkła.

– Nie mogę ci pomóc w tej sprawie, Flannery – rzucił Mike, wstał i dołożył polan do ognia.

Gdy zorientował się, czym był ten dom, zrozumiał, dlaczego Joe Ianelli zapisał mu swoją połowę.

Przez wiele lat martwił się z powodu zerwania kontaktów z dziadkiem i po jego śmierci sumienie zaczęło go gryźć na dobre. Joe oskarżał go o to, że jest pruderyjny, pryncypialny, pozbawiony wszelkich rodzinnych uczuć. Uczciwość nie była dla starego Joe'ego rzeczą świętą. Uważał, że gdy statek rodzinny tonie, trzeba ją pierwszą wyrzucić za burtę.

Zakpił sobie z wnuka, zostawiając mu w spadku ten dom, w którym zarabiano pieniądze w sposób ewidentnie nieuczciwy, kłócący się zasadniczo z moralnością Mike'a. Ale przecież właśnie te pieniądze pozwoliły utrzymać dużą rodzinę niezamożnych włoskich emigrantów w czasie kryzysu.

Przypomniał sobie twarz dziadka i serce zabiło mu żywiej. Nigdy cię nie potępiałem, dziadku, myślał teraz, kochałem cię. Po prostu chciałem żyć inaczej, to wszystko.



21 из 104