
– Śpisz, Maggie? – zainteresował się nagle Mike.
Odwróciła się ku niemu.
– Nie, po prostu milczę, żeby nie odwracać twojej uwagi od prowadzenia samochodu. Ale, słuchaj, jestem przyzwyczajona do zimowych warunków jazdy.
Może oddałbyś mi kierownicę?
– Nie, dziękuję.
Uśmiechnęła się. Spodziewała się odmowy.
– Nie jest ci zimno?
– Ani trochę – zapewniła.
– Ogrzewanie jest raczej kiepskie – stwierdził. Spojrzał na nią przelotnie swymi ciemnymi oczami. Można się w nich zagubić, pomyślała.
Zaczęła zabawiać go konwersacją o raczej błahej treści, gdyż zrozumiała nagle, że Mike boi się, że zaśnie za kierownicą.
Od początku swej korespondencyjnej i telefonicznej znajomości podzielili się rolami. Ona zajęła się formalnościami prawnymi, wszystkim, co dotyczy przejęcia spadku, dokumentami, najrozmaitszymi zezwoleniami i odpisami. On skontaktował się z dozorcą majątku, załatwił spotkanie z nim i opracował całą strategię podróży. Żadne z nich nie orientowało się do końca w tym, co jeszcze trzeba będzie załatwić w związku ze wspólną własnością, jaka przypadła im w udziale. Pochodzili z dwóch zupełnie niepodobnych do siebie rodzin. Ród Flannerych wywodził się z Filadelfii, Ianellich z Zachodniego Wybrzeża. Dlaczego kilka pokoleń temu przodkowie ich postanowili się połączyć? Któż to mógł teraz wiedzieć?
Była to tajemnica, która fascynowała Maggie. Ale mężczyzna, obok którego teraz siedziała, interesował ją znacznie bardziej. Podczas rozmowy o dość błahej treści obserwowała go bacznie.
W świetle mijanych z rzadka latarni widziała zarys wyrazistego profilu, gładkość i połysk jego ciemnych włosów.
Zauważyła jednakże również zmęczenie, jakie malowało się na jego twarzy. Zwróciło jej uwagę, że Mike stara się w rozmowie unikać osobistych tematów. Jego monotonny głos kontrastował z napięciem silnych, opalonych dłoni zaciśniętych na kierownicy.
