
Doktorowi Courtney-Briggsowi nie zamykały się usta.
– Ta epidemia grypy to prawdziwe nieszczęście. Musieliśmy opóźnić zwolnienie następnej grupy studentek z oddziałów, a nawet myśleliśmy, że grupa, którą teraz odwiedzimy, będzie musiała tam wrócić.
No jasne, pomyślała panna Beale. Ilekroć w szpitalu są jakieś kłopoty, pierwsze cierpią na tym uczące się pielęgniarki. Ich program nauki zawsze można przerwać. Był to jeden z jej czułych punktów, ale w tych okolicznościach trudno było protestować. Mruknęła coś ugodowo pod nosem. Zaczęli schodzić z ostatnich stopni schodów. Doktor Courtney-Briggs ciągnął swój monolog:
– Niektóre z nauczycielek również się rozchorowały. Lekcja pokazowa dziś rano będzie prowadzona przez naszą instruktorkę kliniczną, Mavis Gearing. Musieliśmy wezwać ją do szkoły. Normalnie, oczywiście, uczyłaby tylko na oddziale. To stosunkowo nowe zjawisko. Szpital ma specjalnego instruktora, który uczy dziewczęta postępowania w bezpośrednim kontakcie z pacjentami. Siostry oddziałowe nie mają na to teraz czasu. Naturalnie pomysł nauki w osobnym budynku pojawił się też niedawno. Kiedy ja byłem studentem medycyny, praktykantki, jak je nazywaliśmy, uczyły się wyłącznie na oddziałach, w wolnym czasie wysłuchując okazjonalnych wykładów personelu medycznego. Nie pobierały nauk teoretycznych i z pewnością nie schodziły co roku z oddziałów, żeby szkolić się w szkole dla pielęgniarek. Cały system nauki się zmienił.
