
Madeleine Goodale spytała rozsądnie:
– Po co?
Pardoe wzruszyła ramionami i skrzywiła usta w zagadkowym uśmieszku.
– Przez przypadek. Albo dla żartu. Albo może celowo.
– Ale to by była próba morderstwa! – wykrzyknęła Diana Harper z niedowierzaniem.
Maureen Burt roześmiała się.
– Nie bądź głupia, Julio. Kto by chciał zabić Pearce?
Nikt nie odpowiedział. Logika pytania najwyraźniej była nieodparta. Nie sposób wyobrazić sobie, żeby ktoś chciał zamordować Pearce. Panna Beale pomyślała, że musiała być osobą albo całkiem nieszkodliwą, albo zbyt nieciekawą, aby wzbudzić zapiekłą nienawiść, która może prowadzić do morderstwa. Nagle Madeleine Goodale powiedziała sucho:
– Pearce nie była szczególnie lubiana.
Spojrzała na nią ze zdumieniem. Ta dziwna uwaga, niezbyt taktowna w obecnych okolicznościach, zupełnie nie pasowała do dziewczyny. Zauważyła też użycie czasu przeszłego. Ta studentka nie spodziewała się już ujrzeć koleżanki żywej.
Diana Harper powtórzyła uparcie:
– To idiotyzm mówić o morderstwie. Nikt by nie chciał zabijać Pearce.
Julia Pardoe wzruszyła ramionami.
– Może trucizna nie była przeznaczona dla Pearce. Jo Fallon miała dzisiaj grać rolę pacjentki, no nie? Gdyby się nie rozchorowała, to ona leżałaby na tym łóżku.
Zapadła cisza. Madeleine Goodale zwróciła się do panny Beale:
– Ma rację. Wszystkie po kolei wcielamy się w pacjentki i właściwie dzisiaj nie była kolej Pearce. Ale Josephine Fallon została wczoraj wieczorem wzięta do izby chorych; słyszała pani pewno, że mamy epidemię grypy; i Pearce była następna na liście. Zajęła jej miejsce.
Panna Beale nie bardzo wiedziała, jak się ma zachować. Czuła, że powinna położyć kres tej rozmowie, że jej obowiązkiem jest odwrócić ich uwagę od tego wypadku, bo to mógł być tylko wypadek. Ale nie miała pojęcia, jak to zrobić. Poza tym zawsze było coś fascynującego w docieraniu do ukrytych faktów. I może lepiej, żeby dziewczęta oddawały się tym teoretycznym dociekaniom, niż siedziały tu, prowadząc sztuczną i rwącą się konwersację. Widziała, że początkowy szok powoli przeradza się w zawstydzone podniecenie, które następuje po tragedii, oczywiście jeśli to jest cudza tragedia.
