
– Cóż – dorzuciła Pardoe – jedna osoba z całą pewnością wiedziała, że Fallon nie będzie dziś pacjentką. Sama Fallon.
Madeleine Goodale zbladła ze złości.
– Jeśli chcesz być głupia i złośliwa, to nic nie poradzę. Ale na twoim miejscu powstrzymałabym się od oszczerstw.
Na Pardoe te słowa nie zrobiły większego wrażenia, a nawet zdawały się jej sprawiać przyjemność. Patrząc na jej chytry, zadowolony z siebie uśmieszek, panna Beale zdecydowała, że pora uciąć tę rozmowę. Rozpaczliwie szukała jakiegoś pomysłu na zmianę tematu, kiedy Christine Dakers odezwała się cicho z głębi swojego fotela:
– Niedobrze mi.
Wszystkie dziewczęta natychmiast rzuciły się do pomocy. Tylko Diana Harper nie poruszyła się. Reszta z troską otoczyła koleżankę, korzystając z okazji, żeby się czymś zająć.
– Wezmę ją do łazienki na dole – zaproponowała Goodale.
Ku zdumieniu panny Beale, Pardoe wraz z nią wyprowadziła dziewczynę z pokoju, najwyraźniej puściwszy w niepamięć niedawne spięcie. Na miejscu zostały tylko bliźniaczki i Diana Harper. Panna Beale robiła sobie wyrzuty. Była niewybaczalnie nieodpowiedzialna. Koniec z gadaniem o śmierci i morderstwie. Skoro są tu pod jej opieką, mogą równie dobrze trochę popracować. Popatrzyła surowo na Dianę Harper i poprosiła, żeby opisała symptomy i sposób leczenia zatoru płuc.
Dziesięć minut później nieobecna trójka wróciła. Dakers nadal była blada, ale spokojna. Natomiast Goodale wyraźnie coś gnębiło. Jakby nie mogąc się powstrzymać, wypaliła od progu:
– Z łazienki zniknęła butelka ze środkiem odkażającym. Wiecie, o której mówię. Zawsze stoi tam na półce. Pardoe i ja nie mogłyśmy jej znaleźć.
