
Gdzie?
W jakimś całkowicie pozbawionym jakichkolwiek cech charakterystycznych plastikowym pokoju, bardzo małym, oświetlonym świecącymi ścianami i sufitem; w pokoju, którego jedyne umeblowanie stanowiło małe, prymitywne, rozkładane łóżko, na którym leżała. Część ściany zamigotała, a ona patrzyła z zaciekawieniem, lecz naiwnie, bez leku, na wchodzącego tamtędy mężczyznę. Otworzyła jedynie szeroko oczy ze zdumienia na widok jego przysadzistej budowy i prymitywnego stroju, a szczególnie widząc jego długie, kręcone włosy i przetykaną siwizną krzaczastą brodę. Była pewna, iż nie pochodzi ze światów cywilizowanych, i zastanawiała się, co to wszystko może oznaczać.
Chciała wstać, lecz powstrzymał ja ruchem dłoni.
— Odpręż się — powiedział niskim i szorstkim głosem, a jednocześnie dość obojętnie, jak lekarz do pacjenta. — Nazywasz się Juna Rhae 137 Dekoratorka.
Skinęła głową, coraz bardziej zaciekawiona.
Z kolei on pokiwał głową, bardziej jednak do siebie niż do niej. — W porządku, jesteś wobec tego właściwą osobą.
— Właściwą? W jakim sensie? — pytała, czując się już znacznie lepiej. — Kim jesteś? I co to za miejsce?
— Jestem Hurl Bogen, ale moje nazwisko nic ci nie powie. A jeśli chodzi o to miejsce, to znajdujesz się na stacji kosmicznej w Rombie Wardena.
Usiadła i zmarszczyła brwi. — Romb Wardena? Czyż nie jest to pewien rodzaj… kolonii karnej, czy coś w tym sensie, dla ludzi pogranicza?
Uśmiechnął się. — Można by tak to określić. Tym samym, domyślasz się chyba, kim ja jestem.
Nie odrywała wzroku od niego. — Jak się tu znalazłam?
